Coraz więcej łyżek dziegciu

Staram się nie przejmować głupstwami. Mimo tego brak mojego nazwiska na liście wszystkich nauczycieli, jacy kiedykolwiek uczyli w mojej szkole w publikacji wydanej z okazji 20-lecia owej szkoły jest dla mnie dziwnie przykry. Szczególnie po słowach dyrektora, który zapytany o to odparł, że "krasnoludki są sprawiedliwe; jak się ma problemy z wypełnianiem szkolnej dokumentacji, to takie rzeczy mogą się zdarzyć". Chwilę potem dodał, że żartował, ale jakoś mu nie wierzę. Na liście znalazł się kolega pracujący u nas od 2009 roku, znaleźli się też koledzy, którzy razem ze mną byli w szkole zatrudniani w 2007 roku. Ktoś tę listę nauczycieli przecież uzupełniał, ktoś całą publikację weryfikował przed oddaniem do druku. Nie wiem, może jednak za bardzo się przejmuję.

Zadanie szkolne - plan emerytalny

W trakcie lekcji na temat arkusza kalkulacyjnego przedstawiam uczniom metodę oszczędzania, którą w szczególnym przypadku można zastosować do ustalenia wysokości swojej emerytury. Proszę o analizę i naświetlenie wszelkich nieścisłości i przerysowań.

Założenia początkowe: Zaczynamy odkładać w wieku 25 lat po 150zł miesięcznie. Pieniądze lokujemy na lokacie a'vista oprocentowanym 4,5% w skali roku z miesięczną kapitalizacją odsetek. Dodatkowo postanawiamy w styczniu każdego roku robić waloryzację zwiększając kwotę wpłaty o 15zł.

Pytania: Ile pieniędzy zgromadzimy przez 40 lat pracy? Na jak długo wystarczą nam te pieniądze przy założeniu, że emeryturę w pierwszym roku ustalamy sobie na 2500zł, a roczna waloryzacja będzie wynosić 50zł? Oprocentowanie konta i kapitalizacja odsetek pozostaje takie same.

Bez uwzględniania podatku Belki wyszło mi, że po 40 latach takiego oszczędzania powinienem mieć na koncie ~479kzł i powinno to wystarczyć na ponad 21 lat skromnej (bo po tych 40 latach 2500zł będzie miało mniejszą wartość niż obecnie) emerytury. Zważywszy na to, że facetom ogólnie trudno jest dożyć poza 80tkę, to powinno rodzince starczyć jeszcze na pogrzeb i stypę.

No i teraz najzabawniejsza część: od podanej metody oszczędzania gorsza jest jedynie przysłowiowa skarpeta. W rzeczywistości można swoje fundusze ulokować znacznie korzystniej i to przy niskim ryzyku. Tak czy inaczej wychodzi, że stosując tę metodę można mieć naprawdę zacną emeryturę. Zanim zacznę porównywać te wyniki z prospektami OFE proszę o pomoc w urealnieniu założeń tej symulacji.

P.S. Pierwszy raz taki symulator oszczędzania przedstawił na lekcji mój kolega Bartek Żywczak.

Interścierwo - relacja z konkursu Intersieć.

Konkurs Intersieć jest chyba najbardziej niezwykłym konkursem przedmiotowym, jaki w życiu widziałem. Poniżej zamieszczam relację jednego z moich uczniów, który miał już serdecznie dość indolencji organizatorów. Danych ucznia na razie nie podam, ale podpisuję się pod tym tekstem wszystkimi kończynami. Jedyny komentarz na temat organizatorów Intersieci, jaki ciśnie mi się na usta to: "Wiecie, co znimi zrobić!" Można np. wykopać tę relację.


3 lutego 2010 roku odbył się śląski finał wojewódzki Ogólnopolskiego Konkursu Informatycznego INTERSIEĆ 2009/2010. Wydarzenia tego dnia skłoniły mnie do opisania tego co tam (i nie tylko tam) zaszło. Zacznijmy jednak od początku. Rok szkolny 2008/2009. Ja i kilku moich kolegów startowaliśmy w Intersieci. Bez większych problemów przeszliśmy przez I etap internetowy. II cześć przyniosła zaskoczenie. W jednym z pytań otwartych padło pytanie o sposób odczytania zasad grupy jakie są zastosowane dla danego komputera. Podałem odpowiedź rsop.msc. Nadszedł dzień ogłoszenia wyników i…nie dostaliśmy się. Jako, że zbyt łatwo się nie poddaję, przyjrzałem się poprawnym odpowiedziom. Ta którą ja podałem nie była poprawna. Tego samego dnia (piątek) wysłałem do organizatorów długiego maila z odwołaniem (według niektórych była to najdłuższa napisana prze mnie praca pisemna). W poniedziałek dostałem maila z informacją, że moja reklamacja zostanie rozpatrzona w ciągu 7 dni. Oczywiście w ciągu tygodnia nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Mój konkursowy opiekun (p. Raczek) wykonał kilka telefonów do organizatorów. Wykazali się oni znajomością technologii spychologii stosowanej. Przekażę pani Krysi, proszę zadzwonić za jakiś czas. Po trzech dniach (środa) otrzymaliśmy odpowiedź: reklamacja uznana, ale… No właśnie ‘ale’. Ja i trzech moich kolegów zostaliśmy zdyskwalifikowani. Powód: logowanie z tego samego adresu IP o podobnej godzinie. Trudno żeby było inaczej: szkoła ma jedno łącze z jednym zewnętrznym IP. Najciekawsze było jednak to, że tabelek z wynikami nigdy nie zmieniono. Wnioski wyciągnij Drogi Czytelniku sam.

Nadszedł rok szkolny 2009/2010. Znowu postanowiliśmy wystartować w OKI. Tym razem zabezpieczyliśmy się przed byciem zdyskwalifikowanym z powodu logowania z tego samego IP. Wykorzystaliśmy nasze kontakty, aby odpowiednio przetunelować żądania (gdyby tylko TOR nie był taki powolny…;). Już pierwsza cześć (I etap internetowy) pokazały na co stać organizatorów. Ogłoszenie wyników ciągnęło się w nieskończoność (w sumie były one opublikowane dwa tygodnie po pierwotnym terminie). Któregoś dnia moim oczom ukazała się strona według, której przeszedłem do drugiego etapu i nie. W końcu udało się jednak organizatorom opublikować poprawne wyniki. Nadszedł czas na II etap. Jego rozpoczęcie opóźniło się o 3 dni. Powód: weryfikacja danych użytkowników. Jakiś czas po zakończeniu etapu pojawiły się „poprawne” odpowidzi. Według nich QZERTY nie jest układem klawiatury (Wikipedia twierdzi inaczej). Zastanawiam się ile mail z odwołaniami dostali organizatorzy, bo „poprawne” odpowiedzi zmieniały się co chwilę. Gdy uzgodnili co jest układem klawiatury a co nie opublikowali listę finalistów. To co zrobili można by uznać za pomaganie spamerom. 16 plików PDF z kilkudziesięcioma adresami e-mail w każdym. Żałosne. Po paru godzinach lista została zauktualizowana i zawierała tylko loginy. Nadszedł czas na finał wojewódzki.

Z naszej szkoły przeszło nas 4. 3 lutego 2010 udaliśmy się wraz z opiekunem, p. Raczkiem, do Rudzkiego Inkubatora Przedsiębiorczości w Rudzie Śląskiej. Zgromadzili nas na auli. Krótko po 10 zostaliśmy przywitani przez dwie Panie, zapewne przedstawicielki organizatorów. Wtedy też dowiedzieliśmy się, że mają za mało komputerów, abyśmy wszyscy naraz mogli odpowiedzieć na pytania. Podzielili nas na dwie grupy. Alfabetycznie, nie losowo. Znalazłem się w drugim rzucie. W czasie oczekiwania nikt, dosłownie nikt, nie raczył się nami zająć. Siedzieliśmy na tej auli czekając, aż 1. grupa skończy pisać. W końcu nadeszła „wiekopomna chwila”. Przed wejściem do pracowni komputerowej wiedzieliśmy, że możemy korzystać tylko z tego, co jest zainstalowane na komputerze. Zero korzystania z Internetu. Po zajęciu miejsc przed komputerami (jak kto chciał, miejsca nie były przydzielone) dowiedzieliśmy się, że możemy korzystać tylko z Worda i Excela. W międzyczasie kolega sprawdził, że dostęp do Globalnej Sieci nie jest w żaden (!) sposób ograniczony. Ktoś, kto przygotowywał te komputery do pracy, chyba nigdy nie słyszał o aktualizowaniu stacji roboczych (IE6 u mnie, u innych IE7, gdzieś IE8). Zaczęliśmy pisać. 10 pytań – 30 minut. Jedno z pytań wywołało u mnie ciche „arghh”.Brzmiało ono mniej więcej tak:

Jaki będzie efekt wprowadzenia w arkuszu kalkulacyjnym formuły:-SQRTPI(A1)
A. Zwróci pierwiastek trzeciego stopnia z (liczba * pi)
B. Zwróci pierwiastek czwartego stopnia z (liczba * pi)
C. Zwróci pierwiastek kwadratowy z (liczba * pi)
D. Zwróci podniesione do potęgi drugiej (liczba * pi)
E. Zwróci podniesione do potęgi trzeciej (liczba * pi)
F. Zwróci podniesione do potęgi czwartej (liczba * pi)

Co zrobił uczestnik konkursu? Otworzył Excela wpisał w A1 liczbę 666 a w B1 formułę =-SQRTPI(A10). Kliknięcie na dymku, który pojawił się najechaniu myszą na formułę i otwiera się okienko pomocy z dokładnym opisem funkcji SQRTPI. Głos Pana, który nas pilnował: „Nie korzystamy z pomocy ani Centrum Pomocy”. Skoro nie wolno korzystać, to czemu nikt się nie wysilił, aby jej nie instalować? Wracając do pytania. Czy ktoś widzi w wymienionych wariantach poprawną odpowiedź? Ja nie. Powinno być: „zwróci liczbę przeciwną do pierwiastka kwadratowego z (liczba * pi)”.

Chciałbym zwrócić także uwagę na to JAK byliśmy pilnowani. Jedyna osoba nas pilnującą, Pan X, wpadł w ruch wahadłowy między dwoma przeciwległymi ścianami. Wynika z tego, że przez jakiś czas nie patrzył na to, co dzieje się na niektórych stanowiskach. Poza tym, gdy jeden z uczestników otworzył okno Wiersza polecenia, można było zobaczyć konsternację, a może i nawet przerażenie Pana X na widok migających białych literek. Reakcji słownej nie było.

Pisanie konkursu zostało zakończone i znowu wszyscy zebrali się w auli. Jedna z Pań Organizatorek zapytała czy nie mamy pytań, wątpliwości co do testu który rozwiązywaliśmy. Ja miałem. Starałem się wytłumaczyć moje wątpliwości co do przytoczonego wyżej pytania. Musiałem powtarzać się 3 razy, aby Pani zrozumiała. Byłem bliski wytłumaczenia jej różnicy między liczbą dodatnią a ujemną. Nie potrafiła zrozumieć znaczenia znaku „-”. Po 40 minutach zapadła decyzja o unieważnieniu tego pytania. W tym czasie znowu uczestnicy zdani byli na samych siebie. W sumie czekaliśmy ponad godzinę na ogłoszenie wyników. Osoby z naszej szkoły zajęły 4., 9., 12., i 19. miejsce. 3 pierwsze osoby przechodziły do finału ogólnopolskiego.

Na podsumowanie chciałbym zwrócić uwagę na całokształt konkursu. Sprawia on wrażenie (i jest taki w rzeczywistości) niesolidnego i zorganizowanego na wariackich papierach. Organizatorzy są niekompetentni i traktują uczestników jak lekko przygłupich. Dwie panie i pan nas pilnujący nie znali się chyba zbytnio na informatyce. Brak profesjonalizmy uwidocznił się jeszcze w jednym miejscu: każdy uczestnik finału wojewódzkiego dostał dyplom uczestnictwa wypisany ręcznie. Osoby za to odpowiedzialne chyba nigdy nie słyszały o korespondencji seryjnej i myślę, że tutaj należy się doszukiwać tak długiego okresu oczekiwania. Na zakończenie chciałbym zwrócić uwagę Czytelnika na fakt, że dostęp do Internetu nie był ograniczony technicznie, a jedynie przez uczciwość zawodników. Również Pan X nie był w stanie wyegzekwować tego przepisu. Na niektóre pytania chyba niewiele osób znało odpowiedź, a znalezienie jej w Internecie nie byłoby problemem. Fakt ten zostawiam Czytelnikowi do przemyślenia.

Zamiarem tego wpisu nie jest zniechęcanie uczniów do brania udziału w tym konkursie, wręcz przeciwnie. Proszę jednak, aby zwracać szczególną na wszystkie niedoróbki, jakie można się natknąć przy braniu udziału w Ogólnopolskim Konkursie Informatycznym INTERSIEĆ. Miejmy nadzieję, że organizatorzy mają pojemne skrzynki pocztowe.

3 DWO - call for papers

Skoro szewc może chodzić bez butów, to blog organizatora może dostać wpis na końcu ;)

Trzecia edycja konferencji Dni Wolnego Oprogramowania odbędzie się w dniach 5-7 marca 2010 - jak zwykle w V LO w Bielsku-Białej. Osoby zainteresowane wygłoszeniem prelekcji proszone są o przesłanie abstraktu na adres dwo [m@łp@] lo5 [krop] bielsko [krop] pl w terminie do 20 grudnia 2009. Agenda konferencji zostanie ogłoszona w okolicach połowy stycznia 2010 i wtedy też ruszą zapisy.

Już teraz serdecznie zapraszam.

II Dni Wolnego Oprogramowania w Bielsku-Białej - ruszyły zapisy

Po drobnych bojach z konfiguracją Django na szkolnym serwerze, udało mi się uruchomić zapisy na drugą edycję Dni Wolnego Oprogramowania.

DWO to konferencja organizowana przez V Liceum Ogólnokształcące w Bielsku-Białej. Przeznaczona jest dla pasjonatów WO oraz osób, które zainteresował szum otaczający tę gałąź informatyki. Prawie trzy dni informatycznej uczty, wymiany doświadczeń, wizytówek i kluczy PGP. W programie prelekcje, warsztaty, dyskusje i dobra zabawa w sympatycznym gronie geeków. Serdecznie zapraszamy! Wstęp wolny!

Strona konferencji: http://dwo.lo5.bielsko.pl/

Wrażenia po DWO

Zakończyły się I Bielskie Dni Wolnego Oprogramowania. Poniżej małe podsumowanie.

Dni Wolnego Oprogramowania, które organizowałem z ramienia V Liceum Ogólnokształcącego były pierwszą tego typu imprezą w Bielsku-Białej. Honorowy patronat nad konferencją objęła Fundacja Wolnego i Otwartego Oprogramowania oraz portal 7thGuard.net. Książki dla uczestników podarowało wydawnictwo Helion. Mimo że spotkanie było organizowane od listopada, nie udało się uniknąć kilku zgrzytów.

  • Na początku okazało się, że zamówione 110 płyt z Ubuntu 7.10 zostało zamienione na 7 płyt, co raczej uniemożliwiło aktywną promocję. Na szczęście Maciej Drobniuch z FWiOO dowiózł jakieś 20 krążków.
  • Potem okazało się, że część prelegentów choruje. Kuba Guzik, który rzucił pomysł organizacji DWO i miał prowadzić dwudniowe warsztaty z Ubuntu, rozchorował się. Ostatecznie udało mu się poprowadzić piątkowy wykład
  • FWiOO wysłała do nas prelegentów aż z Gorzowa Wielkopolskiego. To dość daleko, ale tłumaczyli, że posyłają najlepszych w branży. Niestety jeden się rozchorował, a drugi - zmęczony dziesięciogodzinną podróżą - nie mógł się skupić (a mówiłem, że lepiej przyjechać dzień wcześniej).
  • Zaproszeni policjanci początkowo próbowali zdominować słuchaczy, przez co później mimo złagodzenia tonu nie udało im się zachęcić ludzi do aktywniejszej dyskusji.

Na szczęście znacznie więcej było pozytywnych momentów:

  • Odbyły się wszystkie zaplanowane wykłady.
  • Mimo słabej akcji promocyjnej na rozpoczęcie przybyło około 30 osób, z czego większość spoza szkoły.
  • Szkoła zebrała (i ciągle zbiera) pochwały za wartościową inicjatywę.
  • Do końca konferencji, czyli projekcji filmu w sobotni wieczór, dotrwało około 10 osób, co uważam za spory sukces - szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę, że w sobotę wykłady odbywały się łącznie przez niemal 8 godzin (nie licząc przerwy na obiad).
  • Sporo osób zadeklarowało pomoc przy kolejnej edycji jednocześnie dopytując kiedy ona nastąpi (odpowiadam: październik 2008).
  • Można powiedzieć, że konferencja wywołała lawinę, gdyż dostaję propozycje organizacji pokrewnych imprez z reaktywacją Bielskiej Grupy Użytkowników Linuksa włącznie.

Reasumując: Dni Wolnego Oprogramowania okazały się pełnym sukcesem i z pewnością wpiszą się na stałe do kalendarza szkolnych imprez. Formuła "1,5", czyli połowa piątku i cała sobota pomyślnie zdała egzamin i będzie kontynuowana. Przed październikową drugą edycją zamierzamy przeprowadzić przynajmniej jedno spotkanie z gatunku "install party". Zapraszam do współpracy :)

Ukąś Pythona - Byte of Python po polsku

Właśnie zacząłem tłumaczyć książkę Byte of Python. Z racji braku pomysłu na adekwatny tytuł, wybrałem Ukąś Pythona, ale pewnie zmienię, jak wymyślę coś lepszego. Na razie faza "bardzo wstępna" . Rejestracja wyłączona, bo muszę najpierw trochę wszystko ogarnąć. Wszelkie uwagi można zgłaszać na mój JID.

Na barykady!

Już nie mogę patrzeć na to, co się w polskiej polityce dzieje. Każdy dzień przynosi nowe absurdy. Ludzie! Nie widzicie, że pisiory fundują nam zjazd po równi pochyłej w stęsknione objęcia totalitaryzmu? Pod koniec ich kadencji będzie gorzej niż za PRL.

Każdy ustrój totalitarny zaczyna się od prześladowań mniejszości - mogą to być Żydzi, Romowie czy homoseksualiści. Potem zaprzecza się nauce, a w końcu wchodzi się z butami w prywatność obywateli.

Prześladowania Żydów i homoseksualistów mamy ciągle - Giertych senior wydał antysemitowską broszurę, aktualnie ministerstwo edukacji walczy z homoseksualnymi nauczycielami. Niedługo będą zwlaczać homoseksualnych lekarzy, ratowników, fryzjerów, murarzy, piosenkarzy. Podważanie teorii ewolucji jest już słynne w świecie. Aktualnie z butami wkracza się w prywatność projektując zmianę w konstystucji nakazującą dzieciom narodzenie nawet jeśli dziecko miałoby być warzywkiem i w czasie porodu zabić matkę. Aktualnie planuje się całkowity zakaz posiadania pornografii tłumacząc - jak zwykle wbrew naukowym badaniom - że dostęp do "świerszczyków" przyczynia się do wzrostu przestępczości na tle seksualnym. Ostatnio próbowano też (po raz kolejny) wprowadzić nakaz pięcioletniej retencji danych włącznie z nakazem przechowywania przez operatorów treści smsów. Nawet w państwach, w których ostatnio dochodziło do incydentów terrorystycznych okres retencji nie przekracza dwóch lat.

Poza tym po jakie licho komukolwiek potrzebna masowa lustracja kogo popadnie w 17 lat po wyzwoleniu się Polski z totalitaryzmu? Chyba tylko po to, by zdobyć narzędzie zastraszania, którym można wprowadzić nowy totalitaryzm. Za pięć lat będziemy rozliczać na zasadzie lustracji współpracowników obecnego represyjnego rządu. I co? Kaczyńscy, Giertychowie i ich poplecznicy pójdą siedzieć za działania przeciwko Polsce. Bo jak inaczej można nazwać przymuszanie Narodu do emigracji?

Były problemy z pracodawcami zmuszającymi do samozatrudnienia. Co zrobił nasz genialny rząd? Uderzył w samozatrudniających się zamiast w tych, którzy tych samozatrudniających wykorzystują. I pomyśleć, że chcę otworzyć w Polsce firmę. Jeszcze chcę, ale nie wiem czy mi nie przejdzie. Dlaczego minister edukacji zamiast zająć się poprawą sytuacji nauczycieli przynajmniej trzykrotnym podniesieniem pensji, by ten zawód był prestiżowy i w końcu adekwatnie opłacany? Zdezaktualizowałby się gorzki dowcip o matce szukającej pracy dla syna po zawodówce: "3000zł? Nie, on to przepije. Nie ma czegoś tak za 900?" "Co pani?! Do tego trzeba mieć wyższe wykształcenie!" Nie, o wiele łatwiej jest wprowadzić nikomu nie potrzebne i anachroniczne mundurki - atrybut uniformizacji tak charakterystycznej dla totalitaryzmu.

Jak długo jeszcze będziemy czekać? Jak długo jeszcze znośić upokarzanie Polski przed innymi państwami? Ile jeszcze absurdów muszą wymyślić p.osłowie, żeby Naród w końcu powstał i wywiózł tych debili na taczkach?! NA BARYKADY!

Dowcipy szkolne

Wypowiedź jednej z uczennic: "Ministra Romana Wspaniałego spytano kiedyś co wspólnego ma z edukacją i on powiedział, że ma dzieci w wieku szkolnym. To równie dobrze ja mogę zostać ministrem zdrowia, bo czasem choruję."

Roman Giertych - przyjaciel belfra...?

Roman Giertych - wicepremier i minister edukacji w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, lider Ligi Polskich Rodzin. Można mówić, że jest niekompetentny, nieudolny, twardogłowy, nietolerancyjny, wręcz faszyzujący, etc. Jedno jednak trzeba mu przyznać - jest chyba pierwszym ministrem edukacji, który naprawdę chce coś zrobić. Jest też pierwszym minstrem edukacji, który wywołał gorącą i szeroką debatę na temat szkoły - powiedział coś na kształt "król jest nagi", zerwał zmowę milczenia. Za to (i tylko za to) mu dziękuję.

Drażliwy dzień

Wszystko zaczęło się od tego, że wstałem głodny i jakiś taki bardziej zdrowy niż wczoraj. Lekcje skrócone z okazji otrzęsin klas pierwszych (tz. beania - kto wymyślił taką nazwę?) - generalnie fajny dzień. Jednak jakoś tak dziwnym trafem przyjrzałem się stronie z informacjami wydawniczymi w zbiorze zadań wydawnictwa ZamKor, a tam taki napis: "Zabrania się publikowania rozwiązań zadań zamieszczonych w zbiorze." Już wcześniej widziałem to zdanie, ale jakoś dzisiaj wykiełkowało we mnie przekorne pytanie "Bo co?" Sprawa jest dość istotna i wcale nie banalna.

Po pierwsze: Na jakiej podstawie zakazuje się publikowania rozwiązań zadań? Jest na to paragraf? Jakoś nie wydaje mi się, żeby prawo autorskie twórców zbioru do zamieszczonych w nim zadań obejmowało też rozwiązania. Po drugie: Co mi mogą zrobić? Pogrożą palcem? Idę o zakład, że zapis ten stoi w sprzeczności nie tylko ze zdrowym rozsądkiem, ale też kilkoma prawami obywatelskimi zagwarantowanymi chociażby w konstytucji.

Poza tym co rozumiemy przez publikację? Czy przedstawienie uczniom rozwiązania zadania w czasie lekcji jest publikacją? Według mnie tak, bo przecież udostępniam treść rozwiązania szerokiemu i w zasadzie nielimitowanemu gronu odbiorców - żaden z uczniów nie podpisuje lojalki, że będą trzymać rozwiązania zadań w tajemnicy przed innymi. W sumie sam nie podpisywałem żadnej lojalki z wydawnictwem, więc ten zapis jest nie tylko martwy, ale też głęboko pogrzebany.

Swoje przemyślenia zawarłem w liście otwartym, który wysłałem do wydawnictwa i umieściłem na ichnim forum internetowym (niestety dostępne dla zamkniętego grona nauczycieli). Ponieważ chcę, by list ten dotarł jak najdalej, zamieszczam jego treść poniżej:

Witam, chciałem poruszyć kwestię zakazu publikowania rozwiązań zadań umieszczonych w zbiorze. Adnotacja jest w moim odczuciu dość absurdalna. Jak rozumiem ma ona zapobiec powstawaniu zbiorów z rozwiązaniami zadań, jakie powstały do popularnego swego czasu zbioru autorstwa braci Mendel. Jednak zapis w postaci "Zabrania się publikowania rozwiązań zadań zamieszczonych w zbiorze." jest zbyt ogólna. Gdyby zinterpretować zapis literalnie, to powoduje on kompletną nieprzydatność zbioru i ogranicza swobody obywatelskie użytkownika. Gdybym się do niego zastosował, to nie mógłbym np. przedstawić uczniom rozwiązania w czasie lekcji, gdyż to już byłaby publikacja rozwiązania. Gdyby teraz uczeń pozwolił odpisać podane przeze mnie rozwiązanie nieobecnemu koledze, to także rozpowszechniłby rozwiązanie. Co więcej, jeśli zbiór posiadam tylko ja i np. część zadań omawiam podając rozwiązanie, a część dyktuję do rozwiązania w domu, to zapis z podręcznika w zasadzie nie obowiązuje moich uczniów. W tym momencie dochodzę do następującej kwestii - kogo tak właściwie obejmuje ten zapis i na jakich warunkach? Rozważmy teoretyczną sytuację: moi uczniowie prowadzą Wiki (lub Moodle), w którym wspólnie notują wszystko, co zostało powiedziane na lekcji - łącznie z przykładowymi rozwiązaniami zadań, które mogłem podać na lekcji. W tym momencie moi uczniowie, bez mojej wiedzy, opublikują rozwiązania zadania, które znajdowało się w Państwa zbiorze. Kto w takim układzie jest odpowiedzialny i na jakiej podstawie? Czy odpowiedzialni są moi uczniowie, bo opublikowali podane przeze mnie rozwiązanie - jednak bez świadomości, że pochodzi ono z Państwa zbioru i tym bardziej bez świadomości istnienia w/w zapisu? A może to ja jestem odpowiedzialny, ponieważ podałem uczniom rozwiązanie zadania (czyli kwestia poruszona wyżej)? Kolejną kwestią jest fakt, że taki zapis uderza w podstawowe prawa obywatelskie, szczególnie w prawo do nauki, wymiany myśli, dyskusji. W rezultacie otrzymujemy zbiór zadań, które uczeń może wykonać jedynie samodzielnie, ale nie może się podzielić rozwiązaniem z kolegami np. za pomocą forum internetowego, bo mogłyby mu grozić konsekwencje (tak swoją drogą - jakie i na jakiej podstawie? ustawy o prawie autorskim? dlaczego? a może złamania umowy licencyjnej? jeśli tak, to gdzie jest treść licencji?)

Proszę o wyjaśnienie tej istotnej dla mnie kwestii. Pozdrawiam,
[cenzura ;) ]
nauczyciel fizyki w liceum, libertarianin

Na tym jednak nie koniec. Moje poczucie absurdu wykroczyło poza skalę, gdy wracałem z pracy i słuchałem radia. 800zł dla nierobów - bezterminowo, na zawsze. Dawno się tak nie zirytowałem. To ja zapierdzielam cały tydzień w uciążliwych warunkach i dostaję marne 750zł na rękę, a tu nieroby mają dostawać 800zł ZA NIC! To ja chromolę taki interes. Jak tylko to wejdzie (na szczęście są nikłe szanse, bo nikt takiego debilizmu nie przepuści), to idę na bezrobocie. Będę leżał brzuchem do góry, a pieniążki z podatków tych wszystkich frajerów będą wartkim potokiem płynąć do mojej kieszeni. Zawsze, a nie przez jakieś zakichane pół roku jak teraz. Słuchałem tej audycji dalej. Krew mnie zalewała jak słyszałem co poniektórych wyrażających zdziwienie dlaczego tak wszyscy pomstują na Andrew za tak genialny pomysł - "przecież to się przyczyni do podniesienia płac, bo pieniądze w końcu wrócą" albo "takie oburzanie się to typowy przejaw polskiej mentalności, bo dlaczego inni mają dostać, skoro ja nie dostanę". Od razu widać, że humanoidy wypowiadające takie opinie nie mają choćby mglistego pojęcia jak działa gospodarka i obieg pieniądza. Dobra, nie chcę więcej pisać, bo jeszcze się przekradną jakieś wulgaryzmy, a to nie przystoi nauczycielowi.

A właśnie. Dzisiaj dotarł do mnie list o Jego Wspaniałomyślności Ministra Edukacji i Bogobojności Narodowo-Socjalnej Romana Wielgachnego Giertycha. 40000zł z budżetu (za które kilkoro biednych dzieci mogło mieć darmową zupę w południe) poszło na rozesłanie tych listo-ulotek do szkół. Jeśli jakaś dotrwa do jutra, to może nawet zamieszczę skan. Co wewnątrz? Życzenia zdrowia, szczęścia, bogobojności i gorące zapewnienia, że serce Romeczka bije tylko dla mnie i moich koleżanek i kolegów.

Niech sobie wsadzi.

EDIT 0:37, 19.10.2006
Zwrócono mi uwagę, że w sposób krzywdzacy uogólniam wszystkich bezrobotnych jako nierobów. Przepraszam, nie było to moją intencją. Sam byłem bezrobotnym (nie zarejestrowałem się jednak) i wiem, że ciężko czasem znaleźć pracę zgodną z kwalifikacjami. W powyższej notce piszę jednak przede wszystkim o nierobach, czyli tych bezrobotnych, którzy nie pracują, bo im się zwyczajnie nie chce, bo przeróżne kruczki sprawiły, że bezrobocie jest dla nich dochodowym interesem. Nie orientuję się czy wszędzie są takie same zasady, ale gdzieśtam przysługuje 300zł plus tyle samo na każde dziecko. No to trójka dzieciarów i mamusia to daje w sumie 4x300zł=1200zł na rączkę. Niech mi ktoś powie, bo nie wiem niestety, gdzie by owa mamusia tyle zarobiła? Na kasie w Biedronce? A kto by się dziećmi zajął? Musiałyby pójść do przedszkola, co kosztuje. A dzieci bezrobotnych dostają dofinansowane posiłki w szkole, kolonie, szmery bajery. Po co pracować, no po co?

EDIT2: Przy okazji wyłapałem własną niekonsekwencję ;) Najpierw napisałem, że za te 40tys. wydane na propagandę Giertycha kilka biednych dzieci miałoby zapewniony posiłek, a potem, że dzieci bezrobotnych dostają posiłek i że to niby coś złego. Otóż ja rozróżniam między dziećmi bezrobotnych a dziećmi z biednych rodzin (albo z domów dziecka). To jest jak dla mnie różnica. Bo bezrobotny może być nierobem i jego dziecko dostaje michę, bo mu się należy, a inni mogą być biedni, bo np. przez długi ojca pijaka/hazardzisty komornik wszedł czy cośtam i mają 5zł dziennie na życie. To jest różnica.

Amnestia? Wolne żarty!

Dzisiaj miłościwie nam panujący Piękny Roman wpadł na pomysł, żeby wprowadzić amnestię dla tych maturzystów, którzy nie zdali jednego egzaminu, ale mimo tego uzyskali 30% możliwych do zdobycia punktów.

Mój brat nie zdał matury - zabrakło mu 3 punktów z polskiego - powinienem poprzeć ten pomysł. Nie zrobię tego, bo jest to akcja totalnie demoralizująca. Już w tym roku można było zaobserwować wielkie rozluźnienie wśród abiturientów - efekty było widać podczas ogłoszenia wyników matur. W przyszłym roku luz byłby jeszcze powszechniejszy, i co wtedy? Minister znów obniży progi?

Do tej pory w Polsce poziom kształcenia był bardzo przyzwoity - przynajmniej do czasu reformy oświaty, która obróciła wszystko do góry nogami. Zamiast najpierw modyfikować programy i kształcić kadrę nauczycielską do nowych form nauczania, zmieniono najpierw ścieżkę edukacyjną poprzez wprowadzenie gimnazjum, a dopiero potem zaczęto majstrować przy programach. W efekcie doprowadziło to do dramatycznego obniżenia jakości kształcenia, bo w gimnazjum ze względu na okrojone programy nie da się zrobić podstaw, a potem młodzież i tak się rozchodzi do liceów, w których trzeba naprawić błędy z gimnazjum - tylko że nie ma na to czasu, bo liceom odjęto rok!

Teraz Piękny Roman wykonał kolejny gest sabotujący polską edukację, bo oczywistym jest, że obniżenie wymagań nie podniesie poziomu kształcenia. Od teraz każdy będzie mówił "chromolę, nie uczę się - przecież mogę jeden egzamin oblać". SKANDAL!

Wakacje!

Nareszcie koniec roku szkolnego. Nadchodzą dwa miesiące leżenia bykiem. W każdym razie teoretycznie. Na początku lipca mam egzamin na wyższy stopień wtajemniczenia zawodowego. Poza tym w czasie wakacji muszę się przygotować do przyszłego roku. Nareszcie będę uczył fizyki, oczywiście do spółki z informatyką. Największym wyzwaniem będzie z pewnością klasa humanistyczna z jedną godziną fizyki w tygodniu. Moja praca jest jak film Hitchcocka: Na początku trzęsienie ziemi, a potem napięcie rośnie...

Precz z religią w szkole!

Szczerze irytuje mnie fakt, że religia obecna jest w szkole - jakby nie było instytucji państwowej (pomijam prywatne i społeczne). W konstytucji jest zapis o tolerancji, poszanowaniu, blablabla. Problem polega na tym, że są to już obecnie dwie godziny wyjęte z życiorysu ucznia, a przeznaczone na pustą indoktrynację. Godziny, które możnaby przeznaczyć na o wiele bardziej przydatne przedmioty. Już nie mówię tu, że mogłoby być więcej fizyki. Ale niechby zamiast dwóch godzin religii była jedna godzina etyki i jedna godzina filozofii. Korzyści byłyby nieporównywalnie większe.

Przede wszystkim większość religii ma wspólny kręgosłup moralny. Religie de facto różnią się dogmatami, ale wszystkie mówią, żeby nie czynić źle drugiemu człowiekowi. Nawet demonizowany ostatnio islam. Jaki więc problem wyrabiać w uczniach ów uniwersalny kręgosłup moralny, ale nie przez odwoływanie się do dogmatów wiary, ale do empatii? Nie mówić, że coś jest złe, dobre, że bozia się pogniewa, że diabełki dosypią więcej siarki do kotła. Zamiast tego pokazać, jak to co robimy, wpływa na innych ludzi. Jak sami się czujemy, gdy spotyka nas takie a nie inne postępowanie ze strony otoczenia. W ten sposób młodzież sama dojdzie do tego co jest dobre, a co złe i dzięki temu o wiele mocniej utrwali w sobie poczucie empatii. Wreszcie możnaby kształtować w młodych ludziach postawę asertywną, co byłoby nie do przecenienia w ich późniejszym życiu i z pewnością pomogłoby zredukować przeróżne patologie. Ale nie, lepiej wmawiać dzieciom jeden światopogląd, często metodami siłowymi typu wykład-sprawdzian-ocena. Niejednokrotnie młodzieży podawane są wręcz mylne, zmanipulowane informacje. Na szczęście dzieci nie są takie głupie i często się opierają.

Filozofia nauczyłaby młodych ludzi przede wszystkim rozmawiać ze sobą. Nauczyłaby też logicznego myślenia, rzeczowej dyskusji z użyciem logicznych argumentów, sceptycyzmu.

Zastąpienie religii filozofią i etyką oraz wypracowanie ścieżek przedmiotowych wspólnie z historią, językami i WOSem pozwoliłoby kształtować ludzi świadomych, o otwartym umyśle, bez narzucania jednego światopoglądu. To właśnie uważam za najważniejszy cel istniena szkoły - nie tylko przygotowywać do podjęcia studiów, ale przede wszystkim kształtować przyszłych obywateli.

Obawiam się jednak, że to nie jest po myśli władz. Takimi ludźmi bardzo trudno się manipuluje, bo po prostu są za dobrze wykształceni. Nie widzę jednak innej drogi do poprawienia więzi społecznych i w efekcie do poprawienia stanu naszego państwa.

Acha, żeby było jasne: popieram pomysł wprowadzenia religii na maturze. Wróć. Nie religii - religioznawstwa. Skoro jest wiedza o tańcu, to niech będzie też religioznawstwo, ale bez skrzywienia na Jedynie Słuszne Wyznanie. Taka matura nie będzie łatwa, jeśli pytania będą dotyczyć taoizmu, buddyzmu, judaizmu, islamu i chrześcijaństwa. Chętnie widziałbym na niej zadania w rodzaju "Wykaż podobieństwa i różnice między chrześcijaństwem a buddyzmem" lub analizę fragmentów Bhagawadgity. Taka matura mogłaby otwierać drzwi na takie kierunki jak właśnie religioznawstwo, teologia, filozofia, etc. Naprawdę nie mam nic przeciwko tego typu maturze.

W Poznaniu zwalniają nauczycieli

Przeczytałem właśnie na wp.pl, że w Poznaniu kilkaset nauczycieli straci pracę od września niby z powodu niżu demograficznego. Poniżej mój komentarz do tego artykułu:

Co z tego, że niż demograficzny? To tylko zasłona dymna. Przecież można zmniejszyć liczebność klas. W szkole, w której uczę klasy mają po 35 osób. To nie jest żaden komfort nauczania. Nawet podział na grupy nie pomaga. Wystarczyłoby zmniejszyć liczebność klas - do 22 osób. Korzyści podwójne: nauczyciele zachowają pracę, a poziom nauczania znacznie się podniesie, bo o wiele łatwiej uczy się w małolicznych klasach. Natomiast co do odchodzenia starych nauczycieli na emeryturę - szkoda, że tak późno. Owszem, odejdzie sporo pasjonatów, ale też sporo zatwardzialców. Nie odmawiajcie młodym nauczycielom pasji do pracy! Właśnie teraz nauczycielem zostaje niemal wyłącznie pasjonat, bo za takie pieniądze nikt normalny nie pójdzie uczyć ;) Poza tym świeża krew ma szansę nareszcie doprowadzić reformę oświaty do końca. Starzy nauczyciele nie potrafili przestawić się na nowe metody nauczania, które są wymagane po reformie i dalej tłukli dzieciakom wiedzę encyklopedyczną zamiast pracować np. metodą projektu. Dopiero teraz jest szansa na zmianę.

Wiosenne przesilenie

Wiosna jest najtrudniejszą porą roku zarówno dla uczniów, jak i nauczycieli. Serce mi się kraje, kiedy na zewnątrz świeci słońce, a dzieciaki mi miauczą, że nie chcą siedzieć przed komputerami. No i co ja mam zrobić, kiedy materiał trzeba przerobić i oceny wystawić...? Ehhh

Jak uzdrowić polszczyznę?

Nie uznaję dysleksji, dysgrafii i innych tego typu przypadłości. Uważam, że są one efektem rozpieszczenia i lenistwa. Np. we Wrocławiu jest przychodnia, która rozdaje zaświadczenia o dys* od ręki - wystarczy przyjść i pomarudzić. A papier to luz totalny: Można bazgrać jak kura pazurem, można robić kupę błędów, można dosłownie wszystko. Osoby z papierkiem luzują się totalnie i nie robią nic, żeby z chorobą walczyć.

Mój pomysł na walkę z tym stanem jest następujący:

  1. Zweryfikować przychodnie i zlikwidować wszystkie wydające lewe zaświadczenia.
  2. Przychodnie powinny otworzyć zajęcia rehabilitacyjne. Delikwent dostaje papier, ale jest zobligowany do uczęszczania na zajęcia, na których ćwiczy zasady poprawnej pisowni i kaligrafię.
  3. Idąc tropem z poprzedniego punktu szkoły powinny wymagać zaświadczeń, że dany delikwent na dany kurs chodzi. Jeśli zaświadczenie nie zostanie doniesione, to zdejmowany jest parasol ochronny - widocznie osoba już jest zdrowa.

Takie rozwiązanie ma same plusy - osoby, które faktycznie mają problemy, dostają okres ochronny na czas walki z upośledzeniem. Po odbytym szkoleniu ich sposób pisania nie powinien wiele odbiegać od standardu - społeczeństwo dostało prezent w postaci kolejnej osoby dbającej o ojczystą mowę.
Dziękuję za uwagę.