3 DWO - call for papers

Skoro szewc może chodzić bez butów, to blog organizatora może dostać wpis na końcu ;)

Trzecia edycja konferencji Dni Wolnego Oprogramowania odbędzie się w dniach 5-7 marca 2010 - jak zwykle w V LO w Bielsku-Białej. Osoby zainteresowane wygłoszeniem prelekcji proszone są o przesłanie abstraktu na adres dwo [m@łp@] lo5 [krop] bielsko [krop] pl w terminie do 20 grudnia 2009. Agenda konferencji zostanie ogłoszona w okolicach połowy stycznia 2010 i wtedy też ruszą zapisy.

Już teraz serdecznie zapraszam.

Ciekawe konsekwencje finału Dialnet Masters.

Najważniejszą sprawą jest to, że poznałem osobiście panią Annę Streżyńską - prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Bez fałszywej skromności powiem, że dzięki mnie dowiedziała się ona o istnieniu Jabbera i obiecała, że JID Urzędu znajdzie się na jego stronie w dziale Kontakt :D Przekazałem jej link do świetnego artykułu z jabstera i zasugerowałem, że UKE powinno zająć się demonopolizacją rynku komunikatorów internetowych w Polsce :]

Oprócz tego załatwiłem projektowi Teabot patronat UKE i Dialogu. Nie wiem jeszcze tylko, jaką formę ów patronat przyjmie.

Po co komu Wolne Oprogramowanie?

Jeśli ktoś jest z Bielska-Białej lub okolic, coś kiedyś słyszał o "wolnym oprogramowaniu", a chciałby dowiedzieć się więcej - zapraszam. W czwartek 23 kwietnia poprowadzę wykład popularyzatorski w Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej, godz. 15:15, sala L132.

Wykład jest efektem sukcesu konferencji Dni Wolnego Oprogramowania, którą odwiedzili pracownicy i studenci ATH. Do tej pory uczelnia ta uchodziła za jeden z niezdobytych bastionów Microsoftu. Jak widać, dzięki DWO udało się wybić kilka kamieni z tego muru. We czwartek będę tę wyrwę poszerzał :) Trzymajcie kciuki.

II Dni Wolnego Oprogramowania w Bielsku-Białej - ruszyły zapisy

Po drobnych bojach z konfiguracją Django na szkolnym serwerze, udało mi się uruchomić zapisy na drugą edycję Dni Wolnego Oprogramowania.

DWO to konferencja organizowana przez V Liceum Ogólnokształcące w Bielsku-Białej. Przeznaczona jest dla pasjonatów WO oraz osób, które zainteresował szum otaczający tę gałąź informatyki. Prawie trzy dni informatycznej uczty, wymiany doświadczeń, wizytówek i kluczy PGP. W programie prelekcje, warsztaty, dyskusje i dobra zabawa w sympatycznym gronie geeków. Serdecznie zapraszamy! Wstęp wolny!

Strona konferencji: http://dwo.lo5.bielsko.pl/

Mój komentarz do słynnej ostatnio "zdrady z rozsądku"

Kiedy przeczytałem wczoraj artykuł na jakilinux (oraz jego oryginalną wersję) o tym jak to wieloletni użytkownik Linuksa szczęśliwie przesiadł się na Windows, to w pierwszym odruchu zgodziłem się z niemal wszystkimi tezami. Autor jest całkiem skutecznym manipulatorem.

Przez 24h moja podświadomość przeanalizowała sprawę i zaczęła podrzucać do świadomości riposty. Sporządziłem protokół rozbieżności mojego stanowiska z przedstawionym w artykule.

Podstawową tezą autora jest stwierdzenie, że Linux nie nadaje się na desktop. Popatrzmy jak próbuje uzasadnić swoją opinię:

Megazamrażanie - o ile wiem, występuje tylko w dystrybucjach, które mają jakieś usystematyzowane wydania. Ubuntu ma LTS, w którym wprowadzane są poprawki bezpieczeństwa. Pozostałe edycje są traktowane jako rozwojowe i nikt nikomu nie każe ich używać. Standardowo wersje LTS mają włączoną aktualizację tylko do dystrybucji LTS - czyli raz na trzy lata - to już nowa wersja Windows pojawia się częściej. No ale dobra - załóżmy, że megazamrażanie to zło. Nie znam się, używałem Slackware, a teraz Gentoo. Nie wiem o czym mowa. W pracy mam Xubuntu, które aktualizuję na bieżąco i jeszcze nic mi się nie zepsuło (odpukać).

Kolejny zarzut to UDEV, HAL i evdev w Xach jako zerwanie z uniksową tradycją. No chwileczkę. Przecież miał być desktop. Owszem, były wcześniej jakieś poronione pomysły obsługi urządzeń wymiennych i dziękuję Wszechmocnemu, że z nich zrezygnowano na rzecz bardzo logicznego i uniwersalnego systemu.

Autor marudzi, że się miesza przy ALSA, która przecież jest super. Jak dla mnie ALSA jednak wymaga zmian. Chociaż nawet nie ALSA. Obsługa dźwięku w ogóle. Mam dobrze skonfigurowany dmix i porządną kartę. Mimo ustawienia dmix w Audacity, program ten nadal przejmuje mi kontrolę nad kartą. PulseAudio próbowałem testować w Gentoo, ale za dużo było roboty, więc sobie darowałem. W Xubuntu nawet nie wiem, że to mam. Po prostu wszystko działa.

Potem jest argument, że dodanie sterowników wymaga wydania nowej wersji jądra. Bzdury wyssane z palca. NVidia, VMWare, ipw2200 i inne jakoś dodają sterowniki bez ceregieli.

Bezużyteczność Compiza... Znam wielu użytkowników, którzy korzystają z jego minimalistycznej wersji właśnie dla kilku usprawnień działania. Nie zobaczy się u nich kostki. Jest za to np. odsłanianie pulpitu czy grupowanie okien. Poza tym miał być desktop. A użytkownicy desktopu chcą bajerów. I te bajery wymagają znacznie mniej mocy niż w przypadku Visty.

Hibernacja. Na laptopach Toshiba Tecra A2 działa mi od początku bez hakowania. Wiem, że różnie bywa na innych laptopach, ale i tak sporo dobrego w tej kwestii zostało zrobione. Jedyne problemy sprawiają HPki.

Marudzenie o Perlu i TeXu. Znów zapomina, że miał być system na biurko. Znam kilka świetnych programów do wspomagania składu TeXa dla środowiska graficznego. Pod Windowsem TeX też działa i też ma dobre edytory. Nie wiem jak z Perlem pod Windows. Eric S. Raymond zaleca Pythona ;)

Konsolka. Jest SSH pod Windows. Resztę zapewnia PowerShell, więc autor nie powinien tęsknić. Osobiście uważam, że Zwykły Użytkownik nie może być zmuszany do używania konsoli. W końcu to ma być system biurkowy. Na systemie biurkowym wszystko ma być klikane.

"Współczesnego Linuksa nie da się już uruchomić na 486DX". Nieprawda. Oczywiście zależy którą się weźmie dystrybucję. Dwa lata temu zainstalowałem Gentoo na 486DX - oczywiście kompilacja przez distcc, bo nie chciałem katować staruszka. Do tego Xy i FluxBox czy inny WindowMaker. Dało się używać. Życzę powodzenia przy instalacji WinXP na tym. Pomijam już, że taki sprzęt nie jest standardowym desktopem, więc ten argument w ogóle nie powinien się tutaj znaleźć.

Potem autor pisał coś o dopasowywaniu instalatora WinXP, żeby dało się zainstalować na nowym sprzęcie. No chwileczkę. Miało być prosto i łatwo. Robienie własnej płyty instalacyjnej to już hakowanie. Ubuntu ściągam i idzie. WinXP nie idzie. No to który system się bardziej nadaje na nowoczesny sprzęt?

Świadomie nie odnoszę się do zarzutów w stronę RedHata. Po prostu nie mam zdania. Kiedyś zainstalowałem Fedorę, ale jak po uruchomieniu chciała się odpłatnie rejestrować u RH, to czym prędzej ją usunąłem. RedHat nie chce zrobić biurkowego Linuksa? No to co? Canonical robi i to z całkiem niezłym skutkiem. I nawet pociska Ubuntu jako OEM.

Na zakończenie taka sprawa: nie mogę pojąć jak to się stało, że osoba z wieloletnim doświadczeniem w systemach uniksowych nie była w stanie poprawnie skonfigurować sobie środowiska pracy. Może to brak czasu, nie wiem. Wiem natomiast, że w ciągu pięciu lat pracy z Linuksem ani razu nie myślałem o instalacji Windows. Co najwyżej testowałem różne dystrybucje - dlatego w domu zmieniłem Slackware na Gentoo, a w pracy używam Xubuntu. Gry uruchamiam pod Wine albo xMAME.

Jeszcze jedno: Autor nie wspomina o rzeczy, która poruszana jest dopiero w komentarzach pod jego artykułem - mianowicie wirusów. Chwali się, że przez tyle lat pracy z Windows (na początku w miejscu pracy) nie miał ani jednej infekcji. Otóż błąd rozumowania. Nie miał ani jednej infekcji, o której wiedział. Moja przesiadka na Linuksa odbyła się głównie dzięki wirusom. Po pierwszej instalacji WinXP na domowym komputerze złapałem BlasterWorm tuż po uruchomieniu systemu - tylko dlatego, że wpiąłem kabelek sieci osiedlowej. Format, reinstalacja (tym razem bez sieci), instalacja antywirusa i firewalla (swoją drogą instalacja tego bez ryzyka zarażenia jest tematem na osobny artykuł). Po trzech miesiącach zupełnym przypadkiem odkryłem plik, który zawierał wszystko, co wpisałem z klawiatury w ciągu ostatnich 7 dni. Od haseł do poczty przez hasła bankowe do pogaduszek na gadu. WSZYSTKO. Miałem po prostu jakiegoś keyloggera, który co tydzień (albo co kilkaset kB) wysyłał ów plik na jakiś rumuński serwer. Gdyby nie przypadek (szukałem czegoś wewnątrz wszystkich plików), to bym nawet o tym nie wiedział. Od tamtej pory używam aseptycznego Linuksa.

Składam nowego kompa - horror czas zacząć.

Od jakiegoś czasu przygotowuję się do kupna nowego komputera. Aktualnie użytkowany staruszek jest co prawda całkiem krzepki, ale coraz częściej dostaje zadyszki przy co ambitniejszych zadaniach, do których go zapędzam. Szukam więc sprzętu, który wytrzyma przynajmniej tyle czasu, co dotychczasowy (czyli minimum 6 lat). Ponieważ darzę AMD ogromną sympatią, wybór ponownie padł na tę właśnie architekturę. Szczególnie, że czterordzeniowy Phenom występuje w wersji energooszczędnej. Przeczytałem też kilka testów, z których wywnioskowałem, że AMD wcale nie jest złym wyborem.

Problem pojawił się przy wyborze płyty głównej. Wyczytałem, że najlepiej brać z czipsetem AMD, bo lepiej pracuje z procesorem i Radeonem (na którego się pewnie przesiądę z racji lepszych - i otwartych - sterowników). Przeszukałem kilka ofert, ale nie mogę znaleźć nic satysfakcjonującego. O wiele lepszą ofertę prezentują płyty na czipie nVidii. O co mi chodzi? Płyta powinna mieć:

  • dostateczne wsparcie po Linuksem
  • złączki SPDIF (najlepiej optyczną i coaxial) - nie wiem nawet czy Linux to obsługuje, ale kiedyś musi zacząć
  • minimum 4 złącza SATA II (preferowane 6 z możliwością zrobienia RAID 5)
  • brak zintegrowanej karty graficznejm
  • mile widziane pierdółki w rodzaju FireWire, eSATA II czy WiFi

Mój wybór jak na razie padł na ASRock K10N78HSLI-WiFi, która posiada wszystko powyższe - minus taki, że jest na nVidii. Pytanie brzmi: czy płyta będzie dobrze współpracować z Radeonem HD3850 (Gainward)? Może ktoś podpowie lepszą płytę na czipie AMD. A może wskaże informacje, które pomogą mi przekonać się do czipsetu nVidii.

Czego oczekuję od kompa? Że poza robieniem tego, co do tej pory, będę w stanie od czasu do czasu zagrać sobie w jakąś gierkę pod Wine - np. Wiedźmina czy coś w ten deseń. Ponieważ jakoś strasznie mi na tym nie zależy, więc mam praktycznie nieograniczony czas na rozmyślania. Przynajmniej do czasu, aż mi aktualnie używany komputer nie klęknie na amen (odpukać). Czasem jednak lubię sobie w coś zagrać i powinien móc dość sprawnie pociągnąć nowsze gry na Wine czy emulatorze PS2. No i żeby mi podskoczyły staty w SETI@Home ;)

Firefox Download Day - refleksje

Firefox 3 wydany, bicie Rekordu Guinessa za nami. Mam jednak wątpliwości co do formuły rekordu.

"Największa liczba pobrań w ciągu 24h". Już Illiad dowcipnie to spuentował. Co nam jednak po samym pobraniu? Ktoś mógł chcieć dołączyć się do bicia rekordu, ale wcale nie ma zamiaru używać liska. Ja bym dał formułę w rodzaju "Największa liczba instalacji w 24h od wydania". Jak to sprawdzić? Bardzo prosto. Wystarczyłoby uruchomić stronę, która po wejściu sprawdzałaby rodzaj i wersję przeglądarki - takie informacje przekazywane są w nagłówkach sesji. Wystarczyłoby zliczyć wszystkich, którzy wejdą za pomocą Firefoksa 3, ponieważ implikowałoby to instalację pobranego produktu. Poza tym wejście na stronę nie obciąża tak serwerów jak pobieranie kilkumegowego pliku.

Samo rozprowadzanie Firefoksa mogłoby odbywać się różnymi kanałami. Dlaczego nie zastosowano protokołu BitTorrent? Bo nie da się łatwo policzyć pobrań (akurat! kto choć raz widział tracker torrentowy wie, że łatwo da się to sprawdzić); bo z przeglądarek tylko Opera ma wbudowaną obsługę BT; bo protokół jest na cenzurowanym; etc. Rozesłanie najnowszego liska za pomocą BT i pobijanie rekordu poprzez wchodzenie na specjalną stronę byłoby IMHO o wiele bardziej wiarygodne.

Instalacja Django na linuxpl.com - errata

Firma linuxpl.com posiada ciekawą ofertę hostingową, np. udostępnia Pythona. Jest już jeden tutorial na temat instalacji Django na linuxpl.com, ale troszkę się zdezaktualizował.

Wpis ten będzie podlegał edycji w czasie. Na razie wymienię różnice w stosunku do pierwowzoru:

  • Python dostępny jest w każdym pakiecie
  • Do dzisiaj nie było domyślnie zainstalowanego wsparcia dla MySQL
  • Nie odnalazłem baz PostgreSQL, ale nie przyglądałem się zbytnio
  • Należy poprosić administratora o aktywację mod_python
  • Każda nowo tworzona baza MySQL ma ustawioną metodę porównywania napisów na latin1 - najlepiej zmienić na utf8

Podpis elektroniczny.

Ostatnio zainteresowałem się kwestią podpisu elektronicznego. Podziwiam zamysł twórców. Zapewnili sobie stały dopływ darmowej gotówki na kilka pokoleń wprzód (a przynajmniej do czasu, aż znajdzie się ktoś inteligentny na odpowiednim stanowisku).

O co chodzi? Jak nie wiadomo o co chodzi, to zazwyczaj chodzi o kasę. Podpis elektroniczny możemy składać wyłącznie posługując się uwiarygodnionym certyfikatem. Za taki certyfikat należy zapłacić. Opłata jest związana z koniecznością utrzymania scentralizowanej infrastruktury.

Zastanawiam się co przeszkadza w używaniu zdecentralizowanego systemu w rodzaju PGP. W tym przypadku zaufanie do klucza buduje się na podstawie wzajemnych podpisów składanych przez użytkowników pod kluczami swoich znajomych. Załóżmy, że posiadam pełne zaufanie do Bartka i wiem, że jego klucz znajdujący się w mojej bazie na pewno jest jego, bo wręczył mi go osobiście. Jeśli więc dostanę klucz Agnieszki podpisany przez Bartka, to mogę mieć pewność, że ten klucz na pewno należy do Agnieszki i korespondencja nim podpisywana faktycznie od niej pochodzi.

Zdecentralizowany system umożliwia łatwe symulowanie systemu centralnego. Załóżmy, że tworzę parę kluczy - prywatny będzie mi służył do podpisywania, publiczny będzie umożliwiał zweryfikowanie mojego podpisu przez innych (dowiedz się więcej na temat podpisów cyfrowych). Jeśli zależy mi na tym (lub jest to wymagane np. przez ZUS), mógłbym teraz wziąć mój klucz publiczny (który jest nierozerwalnie związany z prywatnym), pójść do urzędu i przedstawiając dowód osobisty poprosić o potwierdzenie, że to faktycznie mój klucz. Pani w okienku taka operacja powinna zająć kilka sekund. Do domu wróciłbym już z kluczem podpisanym przez państwowy urząd. Teraz mógłbym już wystawić ów klucz do publicznej wiadomości. Każdy, kto dostałby podpisaną przeze mnie korespondencję widziałby urzędową autoryzację - dokładnie tak jak teraz widzi w certyfikatach używanych do składania elektronicznego podpisu (słowo "klucz" zostało zastąpione przez "certyfikat"). Jaki więc był problem, żeby wdrożyć PGP? Bo nikt by nie zarobił, tak?

Jeśli mylę pojęcia i jestem niedoinformowany, to proszę mnie oświecić :) Chciałbym wierzyć, że są jakieś obiektywne przesłanki przemawiające za centralnym systemem (pomijam kwestię, że nieco łatwiej zaimplementować to w prawodawstwie - interesują mnie wyłącznie kwestie praktyczne z punktu widzenia informatyki).

Wrażenia po DWO

Zakończyły się I Bielskie Dni Wolnego Oprogramowania. Poniżej małe podsumowanie.

Dni Wolnego Oprogramowania, które organizowałem z ramienia V Liceum Ogólnokształcącego były pierwszą tego typu imprezą w Bielsku-Białej. Honorowy patronat nad konferencją objęła Fundacja Wolnego i Otwartego Oprogramowania oraz portal 7thGuard.net. Książki dla uczestników podarowało wydawnictwo Helion. Mimo że spotkanie było organizowane od listopada, nie udało się uniknąć kilku zgrzytów.

  • Na początku okazało się, że zamówione 110 płyt z Ubuntu 7.10 zostało zamienione na 7 płyt, co raczej uniemożliwiło aktywną promocję. Na szczęście Maciej Drobniuch z FWiOO dowiózł jakieś 20 krążków.
  • Potem okazało się, że część prelegentów choruje. Kuba Guzik, który rzucił pomysł organizacji DWO i miał prowadzić dwudniowe warsztaty z Ubuntu, rozchorował się. Ostatecznie udało mu się poprowadzić piątkowy wykład
  • FWiOO wysłała do nas prelegentów aż z Gorzowa Wielkopolskiego. To dość daleko, ale tłumaczyli, że posyłają najlepszych w branży. Niestety jeden się rozchorował, a drugi - zmęczony dziesięciogodzinną podróżą - nie mógł się skupić (a mówiłem, że lepiej przyjechać dzień wcześniej).
  • Zaproszeni policjanci początkowo próbowali zdominować słuchaczy, przez co później mimo złagodzenia tonu nie udało im się zachęcić ludzi do aktywniejszej dyskusji.

Na szczęście znacznie więcej było pozytywnych momentów:

  • Odbyły się wszystkie zaplanowane wykłady.
  • Mimo słabej akcji promocyjnej na rozpoczęcie przybyło około 30 osób, z czego większość spoza szkoły.
  • Szkoła zebrała (i ciągle zbiera) pochwały za wartościową inicjatywę.
  • Do końca konferencji, czyli projekcji filmu w sobotni wieczór, dotrwało około 10 osób, co uważam za spory sukces - szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę, że w sobotę wykłady odbywały się łącznie przez niemal 8 godzin (nie licząc przerwy na obiad).
  • Sporo osób zadeklarowało pomoc przy kolejnej edycji jednocześnie dopytując kiedy ona nastąpi (odpowiadam: październik 2008).
  • Można powiedzieć, że konferencja wywołała lawinę, gdyż dostaję propozycje organizacji pokrewnych imprez z reaktywacją Bielskiej Grupy Użytkowników Linuksa włącznie.

Reasumując: Dni Wolnego Oprogramowania okazały się pełnym sukcesem i z pewnością wpiszą się na stałe do kalendarza szkolnych imprez. Formuła "1,5", czyli połowa piątku i cała sobota pomyślnie zdała egzamin i będzie kontynuowana. Przed październikową drugą edycją zamierzamy przeprowadzić przynajmniej jedno spotkanie z gatunku "install party". Zapraszam do współpracy :)

Pawlak ministrem informatyzacji? Oby!

Jeśli Waldemar Pawlak zostanie ministrem (lub choćby koordynatorem) do spraw informatyzacji kraju, to prawdopodobnie będzie to najpiękniejszy dzień w historii polskiego ruchu Open Source.

Dobrze byłoby się zastanowić nad kontraktem społecznym w celu utworzenia (dopracowania?) standardów elektronicznej komunikacji obywateli z urzędami. Jeśli nawet zlecenie otrzyma profesjonalna firma, to przetarg powinien wymagać udostępnienia kodu na wolnej licencji, dopuścić pomoc społeczności OpenSource (choćby proste zgłaszanie błędów i łatek), otwarte protokoły komunikacji (to w zasadzie jest wymuszone przez otwarty kod). Przy okazji aplikacja napisana w Javie jest niemalże z definicji wieloplatformowa (no, trzeba czasem dopieścić), więc można pójść w tym kierunku.

Obecnie furorę robią też aplikacje webowe. Płatnik wymaga połączenia z internetem, dlaczego więc nie stworzyć wersji Płatnika obsługiwanej przez przeglądarkę z dokumentami przechowywanymi na serwerze ZUSu - podobnie jak to jest w Google Apps? Wtedy jeśli zmieniłyby się zasady naliczania składek, to nie trzeba byłoby aktualizować oprogramowania, bo ZUS za jednym zamachem zaktualizowałby zasady naliczania u wszystkich używających tego typu systemu. Z resztą nawet jeśli ktoś używałby tradycyjnej aplikacji, to aktualizacja zasad naliczania mogłaby odbywać się automatycznie poprzez komunikację z serwerami ZUS.

Niewykluczone też, że ZUS udostępni kod samego Płatnika, który to kod ponoć jest już zdeponowany w banku i czeka na wygaśnięcie umowy ZUSu z Prokomem (czy raczej Asseco).

Tak czy inaczej jestem pełen nadziei co do p. Pawlaka - ktoś, kto od kilku dobrych lat używa wyłącznie Linuksa (tak przynajmniej deklaruje) i propaguje otwartość, wykorzysta chyba okazję, by wcielić swoje pomysły w życie. Czego sobie i Wam życzę :)

Nie kijem go, to pałką, czyli szanse na przełom w walce z BPH

Niedawno pisałem o rozpoczęciu batalii z BPH w sprawie niepoprawnie działającej platformy do transakcji internetowych.

Niniejszym chciałem poinformować o dwóch sprawach:

  1. Znalazłem skuteczne i nieuciążliwe rozwiązanie (już wcześniej o nim pisałem, ale teraz jest już przetestowane): należy dodawać wszystkie transakcje do koszyka i dopiero stamtąd podpisywać i wysyłać. Jest to też ewidentny dowód na to, że informatycy spartaczyli robotę przy podpisywaniu bezpośrednim - bo jednak da się podpisywać transakcje mimo "nieprawidłowych znaków w nazwach pól".
  2. Posłałem rozwiązanie do BPH z sugestią, aby poinformowali zarówno informatyków, jak i konsultantów w infolinii. Zostałem zbyty uprzejmymi podziękowaniami. Nie wiem dlaczego, ale obawiam się, że zamiast naprawić podpisywanie bezpośrednie, informatycy zepsują koszyk :P

Ukąś Pythona - Byte of Python po polsku

Właśnie zacząłem tłumaczyć książkę Byte of Python. Z racji braku pomysłu na adekwatny tytuł, wybrałem Ukąś Pythona, ale pewnie zmienię, jak wymyślę coś lepszego. Na razie faza "bardzo wstępna" . Rejestracja wyłączona, bo muszę najpierw trochę wszystko ogarnąć. Wszelkie uwagi można zgłaszać na mój JID.

Batalia z BPH - impas

Wczoraj pisałem o rozpoczęciu walki z BPH o poszanowanie norm i standardów. Dzisiaj dostałem odpowiedź - "ze względu na złożoność problemu" skierowano mnie do infolinii technicznej (0 801 801 401). Zadzwoniłem tam i uciąłem sobie krótką rozmowę z miłym panem. Przyznał mi rację, że faktycznie serwis nie działa najlepiej pod Linuksem i że "jeśli byłoby to możliwe, to problem byłby rozwiązany już pół roku temu, kiedy pierwszy raz wpłynęły zgłoszenia." (pewnie miał na myśli mojego poprzedniego mejla sprzed czterech miesięcy) Powiedziałem mu, że informatycy z kurnik.pl jednak jakoś potrafią prawidłowo obsłużyć różne kodowania, więc jednak jest to możliwe. Ponownie przyznał mi rację i wyraził ubolewanie, że bankowym informatykom nie zależy na rozwiązaniu sprawy. Jednocześnie przeprosił, że nie może mi pomóc w tej materii. Powiedziałem, że zgłaszam sprawę na osiolki.net, podziękowałem za rozmowę i rozłączyłem się.

Batalia z BPH - początek

Poziom wkurzenia na mój pierwszy bank osiągnął dzisiaj poziom krytyczny. Mając system z kodowaniem UTF nie można podpisywać transakcji. Przechodzą tylko transakcje na konta zaufane. Zgłaszałem problem wcześniej, lecz zostałem zbyty przez niekompetentnego pracownika (lub leniwca z IT). Poniżej przedstawiam pierwsze zgłoszenie wraz z odpowiedzią oraz dzisiejsze zgłoszenie. Jeśli dostanę odpowiedź, to oczywiście pojawi się ona na jogu. Jeśli ktoś ma podobne problemy, to zachęcam to wysyłania podobnych listów do swoich banków. Teksty zamieszczone na tym blogu objęte są licencją CC by-nc-sa ;)


Data zgłoszenia: 21-04-2007

Treść zgłoszenia:
Używam systemu Gentoo Linux, przeglądarka Mozilla Firefox, Sun Java 1.5.0.11, kodowanie znaków w systemie UTF-8.

Niestety nie mogę wykonywać żadnych operacji, ponieważ nazwy pól formularza zawierają polskie litery, które są źle rozpoznawane (lub konwertowane) podczas podpisywania i wyskakuje błąd. Jeśli nie da się poprawnie wykrywać ustawień środowiska, żeby obsłużyć UTF-8, to proponuję zrezygnować z polskich liter w nazwach pól podpisywanego formularza i będzie spokój.

Pozdrawiam.


Data odpowiedzi: 23-04-2007

Treść odpowiedzi:
Szanowny Panie,

Uprzejmie informuję, iż błąd jest spowodowany błędnie ustawioną stroną kodową w systemie operacyjnym Linux (domyślenie UTF nawet dla dystrybucji z polską wersją językową, powinno być ISO_8859_2). Rozwiązaniem problemu jest modyfikacja pliku /etc/sysconfig/i18n. W pliku powinny się znajdować tylko następujące linie:
zmiana LANG=pl_PL.UTF-8 na LANG=pl_PL.
Powyższą zmianę dokonać w /etc/sysconfig/i18n i wpisać
LANG="pl_PL"
SYSFONT="latarcyrheb-sun16"

(w razie problemów skontaktuj się z miłymi paniami z infolinii, z poważaniem, etc)


Zgłoszenie, które dzisiaj wysłałem:
Nadal nie mogę poprawnie podpisywać transakcji. Używam systemu Linux z kodowaniem UTF-8 i pragnę poinformować, że nie zamierzam zmieniać konfiguracji systemu tylko dlatego, że twórcy platformy nie potrafią uruchomić obsługi różnych standardów kodowania.
Po pierwsze - załóżmy, że loguję się z Japonii.
Po drugie - gry na portalu kurnik.pl działają bezproblemowo - mimo używania kodowania UTF-8 mogę rozmawiać z użytkownikami używającymi Windows (kodowanie Win1250) czy Linuksa z ISO (ISO-8859-2). Mimo że nie jest to bardzo ważny strategicznie serwis, to ich informatycy są na tyle zdolni, że jakoś potrafią napisać aplet poprawnie obsługujący różne standardy kodowania znaków.

Odnosząc się jeszcze do Państwa odpowiedzi na moje pierwsze zgłoszenie: Ustawienie UTF-8 w systemie GNU/Linux NIE jest błędem. UTF-8 jest takim samym systemem kodowania jak ISO8859-2 czy Win1250. Różnica polega na tym, że ISO8859-2 stanowi polską normę. W związku z tym, podążając za Państwa filozofią, należałoby wszystkich użytkowników systemu Windows zmusić do stosowania tej strony kodowej, a nie używanej przez nich Win1250. Uważam, że dbałość o klienta nakazuje zabezpieczenie się na każdą ewentualność. Tym bardziej, że Unicode ma w przyszłości stać się międzynarodowym standardem, ponieważ można w nim zakodować każdy znak w każdym języku świata. Chyba warto byłoby przygotować się do tego odpowiednio wcześniej?

Polecam lekturę http://www.unikod.pl/

Dodatkowo chcę zwrócić uwagę na fakt, że zgodnie z polską normą notacji liczb (której Państwo jako Bank powinniście szczególnie przestrzegać) separatorem dziesiętnym jest przecinek, a nie kropka.

Kopia korespondencji zostanie przesłana do portalu http://osiolki.net/ oraz zamieszczona w innych serwisach internetowych.


Dziękuję Gosi za podpowiedzi i moderację [sic!] tekstu.

Jak upgradować Windows - poradnik

Pamiętam, jak Win95 wypierał Win 3.11 - ludzie uczyli się nowego sposobu obsługi (przycisk "Start") i wykorzeniali nawyki z DOSa. Win98 nie przyniósł dużych zmian w interfejsie, za to poprawił stabilność. Jakiś czas później przyszedł WinXP - i znów zmiany. Zmienione menu "Start", panel sterowania, drobne zmiany funkcjonalności. Teraz nadeszła Vista i kolejne zmiany. Skoro znów człowiek zmuszony jest do zmiany starych nawyków obsługi systemu, to dlaczego nie spróbować nowego systemu w ogóle?

Użyłem kiedyś podobnego argumentu wobec moich uczniów protestujących przeciw Linuksowi - "nie potrafili" obsługiwać KDE i domagali się WinXP. Powiedziałem im, że kiedy wyjdzie nowy Windows, to i tak będą zmuszeni do zmiany przyzwyczajeń, więc niech potraktują KDE jako nową wersję Windowsa. Pokazałem, że tak naprawdę obsługa nie różni się aż tak drastycznie. W końcu przestali marudzić, bo zobaczyli, że faktycznie różnice są prawie niezauważalne.

Teraz proponuję podobny eksperyment myślowy wszystkim, którzy zastanawiają się nad wgraniem Visty. Po jej instalacji konieczna będzie zmiana dotychczasowych przyzwyczajeń. Dodatkowo z pewnością będzie trzeba zakupić nowy komputer (lub przynajmniej kluczowe komponenty), żeby był on w stanie sprostać wysokim wymaganiom nowego dziecka Microsoftu.

Te wszystkie wydatki (pieniężne i psychiczne) nie są jednak konieczne. Rozważając zainstalowanie Linuksa tak naprawdę stajemy naprzeciw wyłącznie własnemu oporowi przeciw nowościom - temu samemu oporowi musimy się przeciwstawić przed wgraniem Visty. Owszem, system będzie wyglądał trochę inaczej i będzie trzeba zmienić kilka przyzwyczajeń. W kieszeni pozostanie nam jednak sporo gotówki, bo zakup nowego sprzętu nie będzie konieczny. Sam z powodzeniem używam Linuksa na komputerze, który sześć lat temu był wyższą klasą średnią (AthlonXP 2800 1,9GHz, GeForce4 - teraz to już w zasadzie antyk). Jedyne, co ostatnio dokupiłem to 1GB RAM, ale bez większych problemów używałem na 256MB.

Poniżej przygotowałem listę za i przeciw przesiadki na Linuksa Kubuntu oraz podobną listę dla Visty:

Linux - przeciw:

  1. Konieczność zmiany przyzwyczajeń w obsłudze.
  2. Nie działa dużo windowsowych programów* i gier**.
  3. Możliwe kłopoty z najnowszymi urządzeniami (brak sterowników).

Linux - za:

  1. Obsługa zbliżona do Windowsa (KDE).
  2. Wysokie bezpieczeństwo.
  3. Niska cena.
  4. Dużo programów pod Windows ma swoje odpowiedniki (w 99% darmowe) w Linuksie.
  5. Brak presji na modernizację sprzętu.
  6. Darmowe programy poprawiające bezpieczeństwo (antywirus, firewall wbudowany w system, etc.)

Vista - przeciw:

  1. Konieczność zmiany przyzwyczajeń w obsłudze.
  2. Wymuszanie DRM, które fatalnie wpływa na działanie systemu.
  3. Wysoki apetyt na zasoby.
  4. Szpiegowanie użytkownika (nic nowego).
  5. To jednak Windows i jego ciągłe problemy z bezpieczeństwem.
  6. Wysoka cena połączona z koniecznością modernizacji sprzętu.

Vista - za:

  1. To jednak Windows - sporo programów działających w WinXP powinno działać też tutaj (to jednak nie jest pewnik).

Na koniec filmik porównujący wygląd Ubuntu i Visty oraz krótka prezentacja Ubuntu w dual-head. Warto nadmienić, że Linux nie wymaga mocnego sprzętu, by takie efekty uzyskać - w przeciwieństwie do Visty.

Reasumując: Warto rozważyć zainstalowanie Kubuntu - cały proces zajmuje dosłownie kilkanaście minut, obsługa jest bardzo zbliżona do Windowsa i pozbywamy się masy kłopotów. Jedynym kłopotem będzie zmiana niektórych przyzwyczajeń. Nie należy obawiać się konsoli, gdyż dystrybucje oparte na Ubuntu są obsługiwane niemal całkowicie graficznie. Przy okazji za pieniądze, które nie wydaliśmy na zbędną modernizację sprzętu można kupić nowoczesną konsolę z całą masą dodatkowego osprzętu.


*) Coraz więcej programów i gier można zainstalować dzięki Wine.

**) Czy nie taniej jest kupić konsolę do gier? Ceny PS2 oscylują wokół 600zł. Przynajmniej jest pewność, że gra wyciska wszystko z układów graficznych, co w komputerach nie jest oczywiste, bo producenci sprzętu zarabiają dzięki coraz bardziej wymagającym grom.

Robię sobie różne testy :)

Nawet nie wiem jak tego dokonałem:
I am nerdier than 98% of all people. Are you nerdier? Click here to find out!

Jakaś dobra passa dzisiaj:
My computer geek score is greater than 95% of all people in the world! How do you compare? Click here to find out!

Wiosenne porządki

180GB do uprzątnięcia. Gdzie się to miejsce podziało? W sumie do odpowiedzi na takie pytanie mam Filelight, ale i tak nie mogę wyjść z podziwu, że udało mi się to wszystko zapełnić różnymi badziewiami. Ok, 45GB muzyki w ogg/vorbis; 2GB teledysków; 10GB na pliki związane ze studiami i pacą; 10GB system, programy i gry. A gdzie reszta miejsca?! Oj, szykuje się czystka :]

Boje z Xgl

Od soboty walczę z Xgl w moim Gentoo. Nie wiem dlaczego nie chce mi się uruchomić compiz. FAQ podpowiada, że mogę mieć za starą Mesę. Dobra, teraz już jest nieco za późno na takie gdybania. Pogadam z draniem jutro po pracy.