Ciekawe konsekwencje finału Dialnet Masters.

Najważniejszą sprawą jest to, że poznałem osobiście panią Annę Streżyńską - prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Bez fałszywej skromności powiem, że dzięki mnie dowiedziała się ona o istnieniu Jabbera i obiecała, że JID Urzędu znajdzie się na jego stronie w dziale Kontakt :D Przekazałem jej link do świetnego artykułu z jabstera i zasugerowałem, że UKE powinno zająć się demonopolizacją rynku komunikatorów internetowych w Polsce :]

Oprócz tego załatwiłem projektowi Teabot patronat UKE i Dialogu. Nie wiem jeszcze tylko, jaką formę ów patronat przyjmie.

KOMENTARZE:

mateyko | 18 czerwca 2009, 18:49:37

Pytania na dialnecie są czasami nijak związane z wiedzą o internecie, my doszliśmy do półfinału i po otrzymaniu zadań wyszliśmy.

Dodek | 18 czerwca 2009, 20:19:32

Startowałem w tym, jak chodziłem do liceum, bodajże w I klasie. Wymiękłem przy pytaniach w stylu "policz prędkoś propagacji danych, jeżeli kabel ma 10 cm średnicy i jest akuray trzecia kwadra księżyca".

Dominik | 18 czerwca 2009, 20:36:31

Największą porażką w tegorocznej edycji było zadanie polegające na założeniu konta na Tlenie i wysłanie określonego tekstu do określonego użytkownika (bota). Organizatorzy nie przewidzieli jednak, że po zarejestrowaniu dwu kont z tego samego IP (zapewne w ciągu jakiegoś czasu, np. godziny), Tlen blokuje pozostałe próby zabezpieczając się w ten sposób przed atakiem. Ponad 40 stanowisk przechodzących przez maskaradę próbowało w tej samej minucie założyć konto. Efekt był dość oczywisty (ale nie dla organizatorów), a zadanie w ostateczności zostało anulowane (co spotkało się z aplauzem uczestników). Zastanawia mnie tylko jedna rzecz: czy postawienie ejabberd w sieci lokalnej jest dla specjalistów z Dialogu i Politechniki Wrocławskiej aż tak wielkim wyzwaniem? Aha, komentarzem do tej sytuacji było następujące stwierdzenie: "Proszę państwa, jak widać INTERNET JEST NIEPRZEWIDYWALNY". Potem dosztukowali dodatkowe pytanie, w którym uczestnicy w ciągu 10 minut mieli odpowiedzieć na 120 pytań. Do zdobycia - 120 punktów (o ile dobrze kojarzę, to więcej, niż w sumie za pozostałe konkurencje). Cudnie, prawda? No i wisienka na torcie: laureaci pierwszego miejsca nie otrzymali laptopów. Oczywiście wycieczka do Chin to niezapomniane i dość unikalne przeżycie, ale widziałem jakiś taki dziwny niesmak na twarzach zwycięzców.

Ale ogólne wrażenia całkiem pozytywne. Medialnie było to bardzo dobrze zrobione, wielkie "szoł" z mnóstwem atrakcji. Nie ma bata, wszędzie zdarzają się jakieś wpadki, szczególnie na pierwszych edycjach.

kayo | 18 czerwca 2009, 23:45:43

Wolalbym wycieczke niz lapka... Laptopa tak czy siek sie bedzie mialo - na wycieczke zawsze bedzie szkoda kasy

Dominik | 19 czerwca 2009, 00:00:15

Też uważam takie podejście za słuszniejsze ;)

DODAJ KOMENTARZ: