Małe zwycięstwo w krucjacie na rzecz lepszej Polski
Odwiedziłem dzisiaj zacną i szanowaną instytucję zwaną Pocztą Polską celem odbioru awizowanej przesyłki. Kolejka przed okienkami była umiarkowana, ale nie posuwała się zbyt szybko, gdyż tylko jedno okienko było czynne, a pani siedząca w drugim pracowicie wypisywała jakieś druczki.
Gdy już doczekałem swojej chwili, podałem pani druczek oraz dowód osobisty. Pani rzuciła okiem na jedno i drugie i powiedziała, że nie jestem zameldowany pod adresem z awiza. Odparłem jej na to, że od roku odbieram pocztę i do tej pory nie było problemu. Ona na to, że na awizie jest inne imię. Okazało się, że listonosz przekręcił moje imię dodając na końcu "a", przez co powstała forma żeńska i pani w okienku nie potrafiła tego zrozumieć. Próbowałem jej wytłumaczyć, że to nie moja wina, co jest na awizie wypisane - ja chcę po prostu odebrać przesyłkę do mnie adresowaną. Pani już na początku rozmowy była zdenerwowana, ale po zwróceniu jej uwagi zacietrzewiła się już dokumentnie. Przesyłkę w końcu wydała, ale przy okazji natchnęła mnie do odwiedzenia pani Naczelnik.
Pani Naczelnik niestety była na ważnym spotkaniu i moją skargę przyjął kontroler. Poprosiłem, żeby przypomniano pani okienkowej, że komuna skończyła się 20 lat temu i teraz to urząd jest dla obywateli, a nie na odwrót. Tak swoją drogą pracownicy Urzędów Skarbowych w większości już to rozumieją: od trzech lat nie spotkałem się ze złym traktowaniem w US. Wyłączając koniec kwietnia, to nawet kolejek tam nie ma.
W każdym bądź razie przed chwilą odebrałem telefon od pani Naczelnik, z którą ciepło sobie porozmawiałem. Przede wszystkim zostałem solidnie i dokumentnie przeproszony za zachowanie pani okienkowej. Jednocześnie zostałem zapewniony, że pracownicy zostali pouczeni i podobna sytuacja nie powinna już mieć miejsca. Dodatkowo uciąłem sobie ciepłą pogawędkę na temat doręczeń oraz wykonywaniu przez panie okienkowe innych czynności niż obsługa interesantów w obliczu potężnej kolejki.
Reasumując, zachęcam wszystkich niezadowolonych z pracy jakichkolwiek urzędników do składania skarg. Najlepiej pisemnie, bo urząd ma ustawowy obowiązek na taką skargę odpisać (swoją drogą ciągle czekam na odpowiedź UOKiK na temat Maspeksu). Każda taka skarga - nawet zignorowana lub nie uwzględniona - informuje urząd, że nie może traktować interesantów per noga bez konsekwencji. Brak odpowiedzi w ustawowym czasie można zaskarżyć do Naczelnego Sądu Administracyjnego :] Czasem trzeba być upierdliwym.


Się ciesz. Ja usłyszałem, że do odbioru poleconych, adresowanych na żoniną firmę, muszę posiadać upoważnienie notarialne.