Komputer już jest. Kłopoty też.
Po licznych bojach udało mi się w końcu (no, ponad miesiąc temu) zakupić w końcu komputer. Nie skończyły się jednak problemy. Chcąc jakoś wykorzystać moc drzemiącą w czterordzeniowym Phenomie, zapuściłem SETI@Home. Po jakimś czasie pisnął UPS, ale nic się nie działo. Zaciekawiło mnie to i po krótkim zastanowieniu doszedłem do wniosku, że w ten sposób ostrzegł mnie przed przeciążeniem. Wiadomo, że 100% wykorzystanie pełnej mocy komputera pociąga za sobą większe zużycie energii, a mój UPS był przystosowany do mocy około 300W - zasilacz w kompie wyciska max 500W. Po kilkunastu minutach komputer wyłączył się - tym razem UPS nawet nie pisnął. Co gorsza, komputer wcale nie miał zamiaru włączyć się ponownie. Trochę się zestresowałem, bo oto mogło się okazać, że nowy sprzęt stał się w jednej chwili bezużyteczny. Komp odpalił się dopiero po wyłączeniu UPS i ponownym włączeniu. Zwaliłem winę na UPS, więc przepiąłem kompa bezpośrednio do listwy. Jakież było moje zdziwienie, gdy komputer ponownie wyłączył się po kilkudziesięciu minutach działania SETI@Home. Czyli jednak nie UPS. Rozkręciłem kompa. Procesor bardzo ciepły, ale bez tragedii. Sparzyłem się natomiast dotykając radiatora chipsetu. Niestety płyta główna nie posiada heatpipe'ów, które mogłyby skutecznie odprowadzać ciepło z tego ważnego miejsca. Pozostało mi skręcić komputer i wyłączyć automatyczne uruchamianie S@H. Może i dobrze, bo dzięki temu jest szansa, że nie zapłacę za prąd 4x więcej niż przed kupnem kompa ;)

