Horroru ciąg dalszy - etap tragifarsy.
Niecały miesiąc temu napisałem, że przymierzam się do kupna komputera. Otóż udało mi się dobrać parametry. Płyta Gigabyte GA-MA790FX-DS5, procek AMD Phenom X4 jakiś mocarny, 4GB RAM, obudowa Gigabyte Triton 180 czarna, do tego chciałem jakiegoś Radeona (choć znajomi ostrzegają, że toto pod Linuksem chodzi jak po grudzie) i SATAńskiego twardziocha 640GB WD Caviar. Dwa tygodnie temu dowiedziałem się, że płyta będzie co najwyżej GA-MA790X-DS4 (czyli cztery porty SATA mniej i bez kaloryfera na zasilaniu procka), dyski są, ale nie ma tych 640GB. Dodatkowo obudowa będzie musiała być inna bo cośtam. Mówię "ok", byleby już to zwierzę u mnie było i można było zapuścić coś wymagającego. Wczoraj mi kumpel mówi, że obudowa idzie (inna, ale też w miarę ok), dysk jednak będzie 640GB, normalnie cud miód.
BAM! Dzwonił dzisiaj ok 20, że dzwonił do niego znajomy dystrybutor, że jest strajk magazynierów w hurtowniach i mimo że jest już list przewozowy (czyli teoretycznie sprzęt powinien iść do kumpla, który ma to wszystko złożyć do kupy), to nie wiadomo kiedy to dojdzie na miejsce. No normalnie cyrk na kółkach. Potem się okaże, że np. zasilacz nie działa. Coś mnie chyba trafi...

