Kościół z fasadą w graffiti?

Pomysł ten tli się w mojej głowie już co najmniej od pół roku. Dzisiaj dostałem impuls, żeby zacząć działać.

Z pewnością sporo osób odwiedzających Bielsko i na pewno większość mieszkańców zna kościół przy dworcu PKS. Wielka obrzydliwa góra betonu. Tak się jednak składa, że ów beton jest ułożony w dość zgrabne tafle. Aż się prosi, żeby wynająć artystów graficiarzy, którzy na tej ogromnej przestrzeni wymalują ładne murale. Wyobraźcie sobie - pierwszy w Polsce kościół przyozdobiony sztuką nowoczesną! Nie wiem czy gdziekolwiek na świecie już ktoś coś takiego zrobił, ale miejsce we wszelkich przewodnikach miałby zapewnione. Poza tym raczej niewiele jest w Polsce (i na świecie) kościołów opartych na planie kwadratu, których ściany są niemal całkowicie płaskie i kompletnie pozbawione okien.

Jedynym problemem może okazać się proboszcz, który podobno (nie rozmawiałem osobiście) do postępowych nie należy. Dlatego moja propozycja wygląda następująco - przygotować projekty zamalowania powierzchni kościoła (wkrótce wykonam zdjęcia), z którymi następnie będzie można pójść do proboszcza, biskupa, etc. Musi się znaleźć jakiś dość wysoko postawiony ksiądz, któremu pomysł i projekty przypadną do gustu i pomoże zorganizować lobbing na rzecz realizacji.

Korzyści z realizacji mogą być przeróżne - dla parafii przede wszystkim ogromna atrakcja: turyści z pewnością chcieliby kupić pamiątki czy albumy z dokumentacją projektu. Może też przy okazji by się pomodlili. Dla miasta wielka atrakcja, bo turyści przyjeżdżający obejrzeć ewenement zostawią całą górę pieniędzy i może przy okazji odwiedzą inne atrakcje, jakich w Bielsku nie jest wcale tak mało. Dla graficiarzy ogromny prestiż - po TAKICH ścianach nieczęsto udaje się malować; w dodatku zapewniona byłaby późniejsza ochrona takiej pracy

AKTUALIZACJA:
Zrobiłem na szybko kilka zdjęć:
Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Niestety ze zdjęć można sobie wyrobić jedynie mgliste pojęcie. Poza tym to raptem trzy fotki, a budynek jest wielki i takich ścian jest tam więcej ;)

Bielsko-Biała tonące w słońcu

Okolica jest jakby wymarła, choć to ścisłe centrum. Większość mieszkańców z pewnością udała się na przedmieścia, by jeszcze lepiej wykorzystać cudowną pogodę. Powietrze jest czyste i pachnące. Wspaniała woń zakłopotanej spóźnieniem wiosny. Delikatny szum wiatru gasi świdrującą uszy ciszę. Pojedyncze samochody i nieliczni przechodnie przemykają chyłkiem, jakby zawstydzeni, że swą obecnością burzą milczącą doskonałość niedzielnego popołudnia.

Przechodzę na drugą stronę ulicy. Promienie słońca oświetlają obskurną fasadę pobliskiej kamienicy. Jej upstrzone suszącym się praniem balkony zdają się falować lekko w rytm podmuchów wiatru. Jakiś dzieciak siedzi na przedostatnim piętrze i obgryzając paznokcie wystawia szczerbaty uśmiech ku słońcu. Koty pilnują pozostawionych na parkingu samochodów. Na mój widok niektóre z nich przeciągają się leniwie i porusząją wąsami. Inne tylko strzygą uszami. Rozumiemy się bez słów.

SMStep jednak zmiękł

Pisałem wczoraj, że Sklep Muzyczny Step leci w kule. Dzisiaj rano zadzwoniłem do opolskiej PIH i zgłosiłem problem ze sklepem. Oczywiście przyznano mi rację, że sklep musi wydać towar po cenie z dnia sprzedaży i nie może mi odesłać pieniędzy jeśli sam tego nie zażądam. Dodatkowo dowiedziałem się, że adres podawany na ich stronie jest nieprawidłowy. Tak uzbrojony poinformowałem sklep, że jeśli nie podzielają zdania PIH, to będę zmuszony złożyć skargę do polubownego sądu konsumenckiego. Przy tak postawionej sprawie sklep w końcu przyznał mi rację (a nie można było tak od razu?) i dostanę towar po cenie zakupu.

SMStep leci w kule

Wkurzyłem się dzisiaj na sklep smstep.pl - tydzień temu zamówiłem tam kilka płyt. Tak, lubię mieć oryginałki na półce. Sprzedaż wyglądała banalnie: wszedłem na stronę, powrzucałem rzeczy do koszyka, zakończyłem zakupy, wykonałem przelew, dostałem potwierdzenia i pozostało mi tylko czekać na realizację zamówienia. Dzisiaj dostałem mejla, że muszę dopłacić, bo część płyt podrożała.

Odpisałem, że umowa kupna/sprzedaży została zawarta na warunkach sprzed tygodnia i oczekuję wydania towaru za który zapłaciłem. Pan ze sklepu odpisał, że może mi oddać kasę, bo nie będą sprzedawać poniżej kosztów (chyba chciał powiedzieć "z mniejszą marżą"). Na to odpisałem, że nie chcę zwrotu. Zapłaciłem za towar zgodnie z cennikiem i chcę go dostać. Nic mnie nie interesuje, że mieli nieaktualną bazę danych - to ich problem. Nie omieszkałem też odnieść się do starokupieckiego "nasz klient, nasz pan" oraz zwróciłem uwagę, że zadowolony klient nakręci kolejnych 10, a niezadowolony zniechęci co najmniej 100.

Jeśli ktoś nie rozumie mojego wzburzenia, to niech wyobrazi sobie taką sytuację: Idę do sklepu, wybieram spodnie. Idę do kasy, pani nabija, płacę. Spodnie idą do pakowania (odczepienie dongli, ładowanie do reklamówki). Niestety zamiast podać mi reklamówkę z zapakowanym ciuchem, pani zza lady mówi: "przykro mi, ale właśnie się dowiedziałam, że spodnie podrożały i musi pan dopłacić 20zł; możemy też oddać kasę". Nie chcę zwrotu, bo takie spodnie mieli tylko tam i to po okazyjnej cenie. Węszę próbę wyłudzenia. Ogarnia mnie pusty śmiech i dzownię do PIH, rzecznika konsumentów lub po prostu wzywam policję.

Niniejszym gorąco odradzam robienie zakupów w Sklepach Muzycznych Step.

Podpis elektroniczny.

Ostatnio zainteresowałem się kwestią podpisu elektronicznego. Podziwiam zamysł twórców. Zapewnili sobie stały dopływ darmowej gotówki na kilka pokoleń wprzód (a przynajmniej do czasu, aż znajdzie się ktoś inteligentny na odpowiednim stanowisku).

O co chodzi? Jak nie wiadomo o co chodzi, to zazwyczaj chodzi o kasę. Podpis elektroniczny możemy składać wyłącznie posługując się uwiarygodnionym certyfikatem. Za taki certyfikat należy zapłacić. Opłata jest związana z koniecznością utrzymania scentralizowanej infrastruktury.

Zastanawiam się co przeszkadza w używaniu zdecentralizowanego systemu w rodzaju PGP. W tym przypadku zaufanie do klucza buduje się na podstawie wzajemnych podpisów składanych przez użytkowników pod kluczami swoich znajomych. Załóżmy, że posiadam pełne zaufanie do Bartka i wiem, że jego klucz znajdujący się w mojej bazie na pewno jest jego, bo wręczył mi go osobiście. Jeśli więc dostanę klucz Agnieszki podpisany przez Bartka, to mogę mieć pewność, że ten klucz na pewno należy do Agnieszki i korespondencja nim podpisywana faktycznie od niej pochodzi.

Zdecentralizowany system umożliwia łatwe symulowanie systemu centralnego. Załóżmy, że tworzę parę kluczy - prywatny będzie mi służył do podpisywania, publiczny będzie umożliwiał zweryfikowanie mojego podpisu przez innych (dowiedz się więcej na temat podpisów cyfrowych). Jeśli zależy mi na tym (lub jest to wymagane np. przez ZUS), mógłbym teraz wziąć mój klucz publiczny (który jest nierozerwalnie związany z prywatnym), pójść do urzędu i przedstawiając dowód osobisty poprosić o potwierdzenie, że to faktycznie mój klucz. Pani w okienku taka operacja powinna zająć kilka sekund. Do domu wróciłbym już z kluczem podpisanym przez państwowy urząd. Teraz mógłbym już wystawić ów klucz do publicznej wiadomości. Każdy, kto dostałby podpisaną przeze mnie korespondencję widziałby urzędową autoryzację - dokładnie tak jak teraz widzi w certyfikatach używanych do składania elektronicznego podpisu (słowo "klucz" zostało zastąpione przez "certyfikat"). Jaki więc był problem, żeby wdrożyć PGP? Bo nikt by nie zarobił, tak?

Jeśli mylę pojęcia i jestem niedoinformowany, to proszę mnie oświecić :) Chciałbym wierzyć, że są jakieś obiektywne przesłanki przemawiające za centralnym systemem (pomijam kwestię, że nieco łatwiej zaimplementować to w prawodawstwie - interesują mnie wyłącznie kwestie praktyczne z punktu widzenia informatyki).