O resocjalizacji

W sobotę byłem na koncercie Olka Grotowskiego i Małgosi Zwierzchowskiej (specjalne podziękowania dla Oli i jej rodziców). Występ jak zwykle fantastyczny, kaskady śmiechu itd. Zastanowiła mnie jednak jedna anegdota, którą opowiedzieli między utworami.

Otóż duet występował kiedyś we Wrocławiu w zakładzie karnym na Kleczkowskiej. Na widowni około 100 zakapiorów. Piosenki jak zwykle wymagają interakcji z publicznością. Otóż ci osadzeni byli tak złaknieni wszelkiej kultury, że śpiewali tak żywiołowo i donośnie, że do sali wpadł oddział uzbrojonych po zęby strażników, bo myśleli, że wybuchł bunt.

Sytuacja jakkolwiek zabawna nasunęła mi wniosek, że jednym z głównych punktów resocjalizacji powinno być faszerowanie kulturą, w szczególności występy kabaretowe, projekcje ambitniejszych filmów czy też wystawy fotograficzne. Uważam, że mogłyby to pomóc szybciej "wyleczyć" skazanych. Oczywiście kompletny degenerat czy recydywista wiele z tego nie wyniesie, ale jeśli istnieje szansa nawrócenia "pierwszaków", to chyba należałoby z niej skorzystać.

Cała Polska sprząta po wyborach

Szykują się czystki w państwie: odpolitycznienie CBA, KRRiTV, prokuratury, likwidacja NFZ, etc.

Postanowiłem iść za przykładem zwycięskiej partii oraz przy okazji zastosować się do mojego wcześniejszego postu. Otóż zabrałem się za kompleksowe poprawianie Polski. Zaczynam od własnego pokoju. Wysypałem wczoraj zawartość dwu szaf, przebrałem i poukładałem to, co zostało. Akcja się na tym nie zakończyła. Dzisiaj wspólnie z Włodkiem sprzątnęliśmy sporą część zaplecza pracowni komputerowej.

Zachęcam wszystkich do przyłączenia się do akcji :) Wyrzućcie stare graty ze strychu, piwnicy lub zza szafy, zlustrujcie zawartość dawno nie sprzątanego biurka. A może macie bałagan na twardym dyku? Czas doprowadzić nasz kraj do ładu. Zacznijmy od siebie!

Pawlak ministrem informatyzacji? Oby!

Jeśli Waldemar Pawlak zostanie ministrem (lub choćby koordynatorem) do spraw informatyzacji kraju, to prawdopodobnie będzie to najpiękniejszy dzień w historii polskiego ruchu Open Source.

Dobrze byłoby się zastanowić nad kontraktem społecznym w celu utworzenia (dopracowania?) standardów elektronicznej komunikacji obywateli z urzędami. Jeśli nawet zlecenie otrzyma profesjonalna firma, to przetarg powinien wymagać udostępnienia kodu na wolnej licencji, dopuścić pomoc społeczności OpenSource (choćby proste zgłaszanie błędów i łatek), otwarte protokoły komunikacji (to w zasadzie jest wymuszone przez otwarty kod). Przy okazji aplikacja napisana w Javie jest niemalże z definicji wieloplatformowa (no, trzeba czasem dopieścić), więc można pójść w tym kierunku.

Obecnie furorę robią też aplikacje webowe. Płatnik wymaga połączenia z internetem, dlaczego więc nie stworzyć wersji Płatnika obsługiwanej przez przeglądarkę z dokumentami przechowywanymi na serwerze ZUSu - podobnie jak to jest w Google Apps? Wtedy jeśli zmieniłyby się zasady naliczania składek, to nie trzeba byłoby aktualizować oprogramowania, bo ZUS za jednym zamachem zaktualizowałby zasady naliczania u wszystkich używających tego typu systemu. Z resztą nawet jeśli ktoś używałby tradycyjnej aplikacji, to aktualizacja zasad naliczania mogłaby odbywać się automatycznie poprzez komunikację z serwerami ZUS.

Niewykluczone też, że ZUS udostępni kod samego Płatnika, który to kod ponoć jest już zdeponowany w banku i czeka na wygaśnięcie umowy ZUSu z Prokomem (czy raczej Asseco).

Tak czy inaczej jestem pełen nadziei co do p. Pawlaka - ktoś, kto od kilku dobrych lat używa wyłącznie Linuksa (tak przynajmniej deklaruje) i propaguje otwartość, wykorzysta chyba okazję, by wcielić swoje pomysły w życie. Czego sobie i Wam życzę :)

O, jogger działa o_O

Widzę, że nasz kochany Sparrow w końcu wyleczył frustrację, bo jogger znowu działa. Pewnie ktoś za bardzo emocjonował się ciszą wyborczą :P

Oczywiście to tylko przypuszczenia i bezczelne insynuacje, ale Sparrow jakoś dziwnie lubi wyłączać serwer gdy któryś z użytkowników śmie wystąpić przed szereg. Szanuję go za pracę, jaką włożył w stworzenie Joggera, ale system zarządzania tym bałaganem chyba za bardzo wzoruje na systemie Kaczyńskego...

Z mojej strony gotowe

No, spełniłem swój obywatelski obowiązek - w dodatku, jak to wcześniej deklarowałem, zagłosowałem w rękawiczkach (ale skórkowych, nie jednorazowych). Plan wykonany. Teraz już tylko z niecierpliwością czekam na oficjalne wyniki (możliwe, że już we wtorek).

Ciekawostka: Przed lokalem wyborczym nie było rozwieszonych flag, jak to miało miejsce we wszystkich poprzednich wyborach. Czyżby akcja sabotażowa na frekwencję? Muszę sprawdzić czy w ordynacji jest jakiś zapis na ten temat. Przecież jeśli flagi są widoczne, to zapominalscy zorientują się, że dzieje się coś ważnego i pójdą do urny. Zapytałem komisję dlaczego nie ma flag przed lokalem, to mi odpowiedzieli "ale są w środku". Wrrr.

PS: Ordynacja nic nie mówi o oznakowaniu lokalów wyborczych (albo nie udało mi się takiego zapisu znaleźć). Uważam jednak, że lokale powinny być oflagowane.

Głosuj - na kogokolwiek, ale idź do urny - proszę.

Nie głosując zmuszasz Demokrację do prostytucji!

UWAGA: Wpis ten nie łamie ciszy wyborczej, bo nie agituje za konkretnym kandydatem lub listą. Zależy mi przede wszystkim na zwiększeniu frekwencji.

Głosuj w rękawiczkach

Manowce (dzięki, dzięki) pokazała mi jeszcze lepszą akcję niż ta poniżej, a mianowicie Głosuj w rękawiczkach. Owszem, zamierzam głosować (jak zawsze), ale nie jestem zadowolony z wyboru, który podjąłem. Nie wiedziałem jak wyrazić swoją niechęć. Okazało się, że zapomniałem o przykładzie, jaki dali Francuzi pięć lat temu. Trzeba wybrać mniejsze zło, ale zrobić to w rękawiczkach - na znak protestu. By pokazać, że brzydzimy się tych, na których głosowaliśmy, ale że nie chcemy też dopuścić do władzy jeszcze gorszego szamba.

Mam szczerą nadzieję, że ci wszyscy, którzy zamierzali wyrazić sprzeciw za pomocą pustego głosu (lub co gorsza nie iść do wyborów) jednak przemyślą sprawę i wybiorą mniejsze zło z nałożonymi rękawiczkami. Nie możemy dopuścić, żeby znów była niska frekwencja. Dwa lata temu głosowało 40% społeczeństwa. 27% z tych 40% (czyli de facto zaledwie 11% wszystkich uprawnionych do głosowania!) zadecydowało o zwycięstwie PiS. Cała reszta przystała na to, bo nie poszła do urn! Podobno demokracja to rządy większości... Głosującej większości! Idźcie do wyborów! Jeśli nawet wygra PiS, ale frekwencja wyniesie 90%, to będzie to zupełnie inna rozmowa.

Nie głosuj!

Nie głosuj, jedź na zmywak!

Z cyklu "Bank pomysłów" - kredyt dla każdego z samochodem w tle.

Opisany poniżej pomysł nie został przetestowany, ale jest możliwy do realizacji. Wszystkie detale zostały potwierdzone.

Niedawno mój dziadek potrzebował wziąć kredyt (lub pożyczkę), żeby sobie coś tam sfinansować. Oczywiście jako emeryt nie ma w banku żadnej zdolności kredytowej. Albo raczej warunki stawiane przez banki były nie do przyjęcia. Pomijam już, że potrzebny był żyrant i w ogóle cuda na kiju. Dziadek posiada jednak w miarę nowy samochód.

Wymyśliłem jak zdobyć pieniądze na całkiem dobrych warunkach. Otóż należy oddać samochód w komis do autoryzowanego salonu i natychmiast go stamtąd odkupić - tyle że na raty. Formalności załatwiane są bardzo szybko, nie trzeba żyrantów, a okres kredytowania może wynosić do kilku lat. Samochód nadal byłby przez dziadka używany. Trzeba by było tylko wpisać kredytodawcę (bank) jako współwłaściciela.

Dziadkowi udało się pozyskać pieniądze skądinąd - dlatego pomysł nie został wcielony w życie - aczkolwiek dzwoniliśmy do salonu i uzyskaliśmy odpowiedź, że oczywiście da się tak zrobić. Jeśli ktoś przetestuje to w działaniu, to proszę o informacje :)