Sztaudynger napisał: "Gołębiami Kraków brukowany".
Gdy prawie 10 lat temu pracowałem w Austrii przy roznoszeniu ulotek, zauważyłem na podwórzach tabliczki z wyszczerzonym szczurem i podpisem "Kto karmi gołębie, ten karmi szczury" (Wer Tauben futtert, futtert Ratten). Na początku sądziłem, że chodzi tylko o to, że chleb, którego nie dojedzą gołębie jest zabierany przez szczury. Sam widziałem taką sytuację w Krakowie, kiedy jakaś staruszka wysypała na Plantach całą torbę pokruszonego chleba, od razu spod pobliskiego kiosku wyskoczyły dwa szczury, przepłoszyły gołębie i zaczęły chować co większe kawałki.
To jednak nie wszystko. Same gołębie można spokojnie uważać za latające szczury. Łatwy pokarm i brak naturalnych wrogów przyczynia się do kompletnej degeneracji tych ptaków. Nie zliczę ile to już razy widziałem brudne, brzydkie i zmutowane gołębie skalne. Gnieżdżą się najczęściej w przewodach wentylacyjnych - pierze i odchody dostające się do mieszkań to popularne alergeny. Zjedzony chleb wydalają na parapety i chodniki. Roznoszą nieprawdopodobną ilość zarazków, grypa (niekoniecznie ptasia) jest jednym z popularniejszych.
Tyle się mówi o sprzątaniu po swoich psach, ale czy uda się nakłonić osoby dokarmiające gołębie do czyszczenia obsranych chodników i parapetów?


W Gdańsku gołębie również są plagą, chociaż w pobliskim parku rywalizację o chlebuś wygrywają z nimi kaczki krzyżówki ;)