Pasaż Grunwaldzki - pierwsze (i ostatnie) wrażenia
Odwiedziłem dzisiaj niesławny Pasaż Grunwaldzki, który przed Wielkanocą przyniósł wstyd Wrocławiowi. Dzisiaj odbyło się tzw. ponowne otwarcie.
Stawiłem się na miejscu mocno po godzinie 11, więc największe tabuny żądnych elektroniki sknerusów zdążyły się już utlenić. Mijałem tylko pojedyncze sztuki paradujące z kartonami z napisem "Bravia". Pierwsze wrażenie - wąskie drzwi obrotowe. A gdzie znane z Dominikańskiej normalne drzwi uchylne? Nieczynne. Otwierają się tylko w sytuacji alarmowej. Widocznie nie spodziewają się wielkich tłumów. Dłuższy spacer, który odbyłem po tym centrum konsupcji tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że tłumów wielkich nie będzie.
Pasaż Grunwaldzki nie jest miejscem, w którym można się spokojnie pobłąkać między sklepami. Powodów jest kilka:
- Wąskie alejki - w Dominikańskiej jest co najmniej dwa metry między witryną sklepu, a barierką odgradzającą od przepaści. Tutaj też by tak było, gdyby nie potężne słupy zwężające przestrzeń do ledwie półtora metra.
- Kłody pod nogami - poszedłem podziwiać panoramę Placu Grunwaldzkiego z galerii na drugim poziomie. W pewnym momencie znudziło mi się, odwróciłem się, przedzedłem kilka kroków i musiałem przekraczać krawężnik szerokości 15 centymetrów, który postawiony jest tam ni z gruszki niz pietruszki. Pewnie po to, żeby na nim siedzieć - to już można było foteliki postawić, bo drewniany krawężnik wysokości 10 centymetrów i szerokości od 15 do 40cm z ewentualnymi kamykami w środku tylko zawadza!
- Kompletnie nieprzemyślane ścieżki - po przekroczeniu krawężnika poszedłem coś zjeść. Niestety ścieżki wyglądają jak tor z przeszkodami. Nie da się przejść np. spod McDonalda do KFC, bo albo trzeba iść na około, albo przeciskać się mozolnie między stolikami. Koszmar.
- Brak pionów komunikacyjnych - jedynym rozsądnym środkiem komunikacji w Pasażu jest winda, bo potrafi dojechać z poziomu -1 na samą górę jednym ciągiem. Gdybyśmy tę samą trasę chcieli pokonać ruchomymi schodami, to trzeba nadłożyć około kilometr drogi w celu przejscia z jednych do prowadzących na następny poziom. Dramat. Dodajmy to tego wspomniane wcześniej wąskie przejścia i fakt, że fizycznie jest dość miejsca na zamontowanie dodatkowej nitki schodów na kolejny poziom. W Dominikańskiej jakoś się udało. Widocznie projektanci dostali prikaz, że klienci przed dotarciem na upragniony poziom muszą obejrzeć witryny co najmniej pięciu sklepów - a najlepiej, jakby sie po drodze zgubili. Wszystkie porządne centra handlowe mają schody poprowadzone ciągiem z dołu na samą górę. Choćby ze względów ewakuacyjnych. Owszem, są piony ewakuacyjne, ale dobrze schowane i nie o to chodzi, żeby poruszać się drogami ucieczki, prawda?
- Brak hot-spotów - cośtam wykryłem, ale albo zabezpieczone, albo nie dało się podłączyć bez kombinowania.
- Siedziska - co prawda miękkie, ale nie da się na nich oprzeć. Wyjątkiem były sofy w części gastronomicznej - ten sam miękki materiał i sensowne oparcie.
Reasumując - wątpię, żebym pojawił się tam ponownie z własnej woli. Jedynym pozytywnym akcentem był sklep z tradycyjnymi nalewkami. Na celowniku mam jeszcze Arkady Wrocławskie, tam też jest ów sklep z domową apteczką :]


Też dziś byłem i dokładnie to samo rzuciło mi się w oczy - ludzie wynoszący Bravie :> (ze 3 widziałem)
Faktycznie takie tanie ?