PRL Bis, jak słowo daję!

Czasem zastanawiam się ile jeszcze debilizmów przyjdzie mi zobaczyć w tym chorym państwie.

Dzisiaj policja szumnie zamknęła napisy.org i aresztowała kilka osób - oczywiście odbyło się to w obecności delegatów FOTA, co samo w sobie jest złamaniem prawa. Przede wszystkim FOTA jest stroną skarżącą, co wyklucza możliwość uczestniczenia jej przedstawicieli w zatrzymaniach i przeszukaniach.

Miesiąc temu czytałem o bezprawnym nalocie policji na akademiki w Koszalinie - policja wtargnęła na teren uczelni bez zgody Rektora i bez nakazów, co stanowi złamanie Ustawy o Szkolnictwie Wyższym. Oczywiście z udziałem delegatów FOTA.

Dzisiaj dodatkowo przeczytałem, że satyrykom zakazuje się wyśmiewania władzy!

To nie jest IV RP, to jest po prostu PRL Bis!

Poczytaj więcej na: vagla.pl, o2.pl

P.S.
Byłem dzisiaj na spotkaniu dolnośląskich związkowców z wiceministrem edukacji (należę do NSZZ Solidarność). I co? Żadnych konkretów. Pościemniał jacy to nauczyciele są fajni, że Solidarność to w ogóle zasłużona, ZNP to źli są do szpiku kości itd. Zapomniał jednak, że oba związki walczą o to samo - o godne życie nauczycieli. Szczyt hipokryzji

Najbardziej w tym wszystkim wnerwiające było to, że chwalił się jakim to wspaniałym osiągnięciem była pięcioprocentowa podwyżka pensji nauczycieli i że jest to efekt długofalowych działań mających na celu poprawę sytuacji. Gówno, a nie podwyżka. Średnia krajowa pensja wzrosła o 9%, inflacja wynosi ok 4%, to jaka to jest podwyżka?! To jest OBNIŻKA pensji i niech nam farmazonów nie sadzi.

Niestety nie dopchałem się do mikrofonu, a miałem jedno retoryczne pytanie do ministra: Jak sobie rząd wyobraża edukację za kilka lat, kiedy to starzy nauczyciele odejdą na emerytury, a młodych nie będzie, bo nikt o zdrowych zmysłach nie pójdzie tyrać do szkoły, kiedy taką samą pensję może mieć wykonując pracę "konserwatora powierzchni płaskich" - tak tak, sprzątaczka zarabia tyle samo, co nauczyciel kontraktowy, a więcej niż stażysta. Podejrzewam, że jedyną odpowiedzią, jakiej bym się doczekał, byłoby "wtedy to już prawdopodobnie nie będzie nasze zmartwienie". Pięknie.

Pasaż Grunwaldzki - pierwsze (i ostatnie) wrażenia

Odwiedziłem dzisiaj niesławny Pasaż Grunwaldzki, który przed Wielkanocą przyniósł wstyd Wrocławiowi. Dzisiaj odbyło się tzw. ponowne otwarcie.

Stawiłem się na miejscu mocno po godzinie 11, więc największe tabuny żądnych elektroniki sknerusów zdążyły się już utlenić. Mijałem tylko pojedyncze sztuki paradujące z kartonami z napisem "Bravia". Pierwsze wrażenie - wąskie drzwi obrotowe. A gdzie znane z Dominikańskiej normalne drzwi uchylne? Nieczynne. Otwierają się tylko w sytuacji alarmowej. Widocznie nie spodziewają się wielkich tłumów. Dłuższy spacer, który odbyłem po tym centrum konsupcji tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że tłumów wielkich nie będzie.

Pasaż Grunwaldzki nie jest miejscem, w którym można się spokojnie pobłąkać między sklepami. Powodów jest kilka:

  1. Wąskie alejki - w Dominikańskiej jest co najmniej dwa metry między witryną sklepu, a barierką odgradzającą od przepaści. Tutaj też by tak było, gdyby nie potężne słupy zwężające przestrzeń do ledwie półtora metra.
  2. Kłody pod nogami - poszedłem podziwiać panoramę Placu Grunwaldzkiego z galerii na drugim poziomie. W pewnym momencie znudziło mi się, odwróciłem się, przedzedłem kilka kroków i musiałem przekraczać krawężnik szerokości 15 centymetrów, który postawiony jest tam ni z gruszki niz pietruszki. Pewnie po to, żeby na nim siedzieć - to już można było foteliki postawić, bo drewniany krawężnik wysokości 10 centymetrów i szerokości od 15 do 40cm z ewentualnymi kamykami w środku tylko zawadza!
  3. Kompletnie nieprzemyślane ścieżki - po przekroczeniu krawężnika poszedłem coś zjeść. Niestety ścieżki wyglądają jak tor z przeszkodami. Nie da się przejść np. spod McDonalda do KFC, bo albo trzeba iść na około, albo przeciskać się mozolnie między stolikami. Koszmar.
  4. Brak pionów komunikacyjnych - jedynym rozsądnym środkiem komunikacji w Pasażu jest winda, bo potrafi dojechać z poziomu -1 na samą górę jednym ciągiem. Gdybyśmy tę samą trasę chcieli pokonać ruchomymi schodami, to trzeba nadłożyć około kilometr drogi w celu przejscia z jednych do prowadzących na następny poziom. Dramat. Dodajmy to tego wspomniane wcześniej wąskie przejścia i fakt, że fizycznie jest dość miejsca na zamontowanie dodatkowej nitki schodów na kolejny poziom. W Dominikańskiej jakoś się udało. Widocznie projektanci dostali prikaz, że klienci przed dotarciem na upragniony poziom muszą obejrzeć witryny co najmniej pięciu sklepów - a najlepiej, jakby sie po drodze zgubili. Wszystkie porządne centra handlowe mają schody poprowadzone ciągiem z dołu na samą górę. Choćby ze względów ewakuacyjnych. Owszem, są piony ewakuacyjne, ale dobrze schowane i nie o to chodzi, żeby poruszać się drogami ucieczki, prawda?
  5. Brak hot-spotów - cośtam wykryłem, ale albo zabezpieczone, albo nie dało się podłączyć bez kombinowania.
  6. Siedziska - co prawda miękkie, ale nie da się na nich oprzeć. Wyjątkiem były sofy w części gastronomicznej - ten sam miękki materiał i sensowne oparcie.

Reasumując - wątpię, żebym pojawił się tam ponownie z własnej woli. Jedynym pozytywnym akcentem był sklep z tradycyjnymi nalewkami. Na celowniku mam jeszcze Arkady Wrocławskie, tam też jest ów sklep z domową apteczką :]

Bo informacja lubi być wolna

09 f9 11 02 9d 74 e3 5b d8 41 56 c5 63 56 88 c0