Za mało absurdów? Idź do lekarza!

Czasem nawet końskie zdrowie nie pomoże i znajdzie się wirus, który złamie nawet najwytrwalszych. Rozchorowałem się. Zazwyczaj unikam służby zdrowia, bo wiem co to za instytucja - zero zaufania. Jednak niemożność udania się do pracy wymusiła na mnie wizytę choćby po to, by dostać zwolnienie.

Nie było nawet tak źle, lekarz sympatyczny, wyluzowany. Kłopoty zaczęły się przy wypisywaniu zwolnienia przez pielęgniarki.

Podałem książeczkę ubezpieczeniową. Kto pracuje, ten ma taką - bez tego nie przyjmą do łapiducha. Pielęgniarka tak patrzy, patrzy i rzecze: "Ale to jest książeczka z grudnia!"
Ja: "No tak, jest ważna przez pół roku - tak tam jest napisane. Teraz jest marzec."
Ona: "Ale jak się jest chorym, to tylko miesiąc"
Ja: "Bez sensu. Mam ją podbijać co miesiąc mimo tego, że jest ważna pół roku? To jakiś absurd"
Ona: "Normalnie jest ważna pół roku, ale w przypadku choroby tylko miesiąc - trzeba podbijać jak się trochę gorzej czuje. Może pan to teraz jakoś podbić?"
Ja: "Przecież jestem chory"
Druga pielęgniarka: "Ewentualnie trzeba mieć taki druk, co pan z wypłatą dostaje - ZUS RMUA. żeby było wiadomo, że składki były odprowadzane"
Ja "o Boże..."

Poszedłem tedy do domu, wyszukałem druczek za styczeń, bo ten za luty jest jeszcze u kadrowej, poszedłem do nich i mówię "Mam tylko taki. Nie będę nigdzie więcej chodził, bo jestem chory i lekarz kazał mi siedzieć w domu. Nie mam zamiaru się doprawić".

Łaskawie wypisały zwolnienie. Po prostu wiedziałem, że trafię na jakiś absurd. Normalnie scena jak z "Misia".

Pozostaje pytanie: Jaki jest sens półrocznej ważności książeczki ubezpieczenia zdrowotnego, skoro w razie utraty zdrowia i tak trzeba mieć aktualny druczek RMUA przy sobie? No i co miała na myśli pielęgniarka mówiąc, że "normalnie to jest ważna pół roku"?

Na barykady!

Już nie mogę patrzeć na to, co się w polskiej polityce dzieje. Każdy dzień przynosi nowe absurdy. Ludzie! Nie widzicie, że pisiory fundują nam zjazd po równi pochyłej w stęsknione objęcia totalitaryzmu? Pod koniec ich kadencji będzie gorzej niż za PRL.

Każdy ustrój totalitarny zaczyna się od prześladowań mniejszości - mogą to być Żydzi, Romowie czy homoseksualiści. Potem zaprzecza się nauce, a w końcu wchodzi się z butami w prywatność obywateli.

Prześladowania Żydów i homoseksualistów mamy ciągle - Giertych senior wydał antysemitowską broszurę, aktualnie ministerstwo edukacji walczy z homoseksualnymi nauczycielami. Niedługo będą zwlaczać homoseksualnych lekarzy, ratowników, fryzjerów, murarzy, piosenkarzy. Podważanie teorii ewolucji jest już słynne w świecie. Aktualnie z butami wkracza się w prywatność projektując zmianę w konstystucji nakazującą dzieciom narodzenie nawet jeśli dziecko miałoby być warzywkiem i w czasie porodu zabić matkę. Aktualnie planuje się całkowity zakaz posiadania pornografii tłumacząc - jak zwykle wbrew naukowym badaniom - że dostęp do "świerszczyków" przyczynia się do wzrostu przestępczości na tle seksualnym. Ostatnio próbowano też (po raz kolejny) wprowadzić nakaz pięcioletniej retencji danych włącznie z nakazem przechowywania przez operatorów treści smsów. Nawet w państwach, w których ostatnio dochodziło do incydentów terrorystycznych okres retencji nie przekracza dwóch lat.

Poza tym po jakie licho komukolwiek potrzebna masowa lustracja kogo popadnie w 17 lat po wyzwoleniu się Polski z totalitaryzmu? Chyba tylko po to, by zdobyć narzędzie zastraszania, którym można wprowadzić nowy totalitaryzm. Za pięć lat będziemy rozliczać na zasadzie lustracji współpracowników obecnego represyjnego rządu. I co? Kaczyńscy, Giertychowie i ich poplecznicy pójdą siedzieć za działania przeciwko Polsce. Bo jak inaczej można nazwać przymuszanie Narodu do emigracji?

Były problemy z pracodawcami zmuszającymi do samozatrudnienia. Co zrobił nasz genialny rząd? Uderzył w samozatrudniających się zamiast w tych, którzy tych samozatrudniających wykorzystują. I pomyśleć, że chcę otworzyć w Polsce firmę. Jeszcze chcę, ale nie wiem czy mi nie przejdzie. Dlaczego minister edukacji zamiast zająć się poprawą sytuacji nauczycieli przynajmniej trzykrotnym podniesieniem pensji, by ten zawód był prestiżowy i w końcu adekwatnie opłacany? Zdezaktualizowałby się gorzki dowcip o matce szukającej pracy dla syna po zawodówce: "3000zł? Nie, on to przepije. Nie ma czegoś tak za 900?" "Co pani?! Do tego trzeba mieć wyższe wykształcenie!" Nie, o wiele łatwiej jest wprowadzić nikomu nie potrzebne i anachroniczne mundurki - atrybut uniformizacji tak charakterystycznej dla totalitaryzmu.

Jak długo jeszcze będziemy czekać? Jak długo jeszcze znośić upokarzanie Polski przed innymi państwami? Ile jeszcze absurdów muszą wymyślić p.osłowie, żeby Naród w końcu powstał i wywiózł tych debili na taczkach?! NA BARYKADY!

Absurdów kulinarnych ciąg dalszy.

Nie tak dawno pisałem o tym, że czekolada Milka kupowana w dużym opakowaniu jest droższa niż w małym opakowaniu - tzn. bardziej opłaca się kupić dwie małe niż jedną dużą - o jakieś 10zł/kg. Kraft do dzisiaj nie odpowiedział czym to jest spowodowane. Dzisiaj trafiłem na kolejny absurd.

Robiąc zakupy w "T" przypadkiem rzuciłem okiem na regał z budyniami. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że budyń marki "W" z cukrem (60g, w tym 30g budyniu) kosztuje 0,67 za saszetkę. Budyń tej samej marki, lecz bez cukru (30g czystego budyniu), kosztuje 0,75 za saszetkę. Z niedowierzania sprawdziłem na urządzeniu do sprawdzania cen. Zgadzało się. Profilaktycznie zakupiłem pięć sztuk - taka okazja nie trafia się często. Swoją drogą jestem ciekaw, czy jak napiszę do Nestlé w tej sprawie, to udzielą odpowiedzi. Pewnie mają specjalną linię do "odławiania" cukru z wersji normalnej.