Wielkie czerwone nieporozumienie.
Zostałem oszukany. Wiedziony bardzo intensywnym wspomnieniem kupiłem sobie gumę Wrigley's Big Red. Jakież było moje rozczarowanie, gdy okazało się, że smakuje ona najwyżej w 1/100 tak dobrze jak ta, którą jadłem pierwotnie. Pierwsza moja Big Red była sprowadzona z Anglii. Miała ładny jasnoczerwony kolor (a nie jakiś bladoróżowy) i przede wszystkim paliła język mała papryczka. Po wyjęciu jej z ust czuło się wyraźną ulgę, a patrząc na kolor można się było zastanawiać czy ta czerwień to nie przypadkiem od krwi z wypalonego ozorka. A co ja dostałem? Jakąś nędzną popierdółkę, która straciła resztki smaku po dwóch minutach leniwego żucia. ŻENADA.


Tja... Mnie po niej jeszcze zaczęło mdlić. Oszustwo! :]