Drażliwy dzień

Wszystko zaczęło się od tego, że wstałem głodny i jakiś taki bardziej zdrowy niż wczoraj. Lekcje skrócone z okazji otrzęsin klas pierwszych (tz. beania - kto wymyślił taką nazwę?) - generalnie fajny dzień. Jednak jakoś tak dziwnym trafem przyjrzałem się stronie z informacjami wydawniczymi w zbiorze zadań wydawnictwa ZamKor, a tam taki napis: "Zabrania się publikowania rozwiązań zadań zamieszczonych w zbiorze." Już wcześniej widziałem to zdanie, ale jakoś dzisiaj wykiełkowało we mnie przekorne pytanie "Bo co?" Sprawa jest dość istotna i wcale nie banalna.

Po pierwsze: Na jakiej podstawie zakazuje się publikowania rozwiązań zadań? Jest na to paragraf? Jakoś nie wydaje mi się, żeby prawo autorskie twórców zbioru do zamieszczonych w nim zadań obejmowało też rozwiązania. Po drugie: Co mi mogą zrobić? Pogrożą palcem? Idę o zakład, że zapis ten stoi w sprzeczności nie tylko ze zdrowym rozsądkiem, ale też kilkoma prawami obywatelskimi zagwarantowanymi chociażby w konstytucji.

Poza tym co rozumiemy przez publikację? Czy przedstawienie uczniom rozwiązania zadania w czasie lekcji jest publikacją? Według mnie tak, bo przecież udostępniam treść rozwiązania szerokiemu i w zasadzie nielimitowanemu gronu odbiorców - żaden z uczniów nie podpisuje lojalki, że będą trzymać rozwiązania zadań w tajemnicy przed innymi. W sumie sam nie podpisywałem żadnej lojalki z wydawnictwem, więc ten zapis jest nie tylko martwy, ale też głęboko pogrzebany.

Swoje przemyślenia zawarłem w liście otwartym, który wysłałem do wydawnictwa i umieściłem na ichnim forum internetowym (niestety dostępne dla zamkniętego grona nauczycieli). Ponieważ chcę, by list ten dotarł jak najdalej, zamieszczam jego treść poniżej:

Witam, chciałem poruszyć kwestię zakazu publikowania rozwiązań zadań umieszczonych w zbiorze. Adnotacja jest w moim odczuciu dość absurdalna. Jak rozumiem ma ona zapobiec powstawaniu zbiorów z rozwiązaniami zadań, jakie powstały do popularnego swego czasu zbioru autorstwa braci Mendel. Jednak zapis w postaci "Zabrania się publikowania rozwiązań zadań zamieszczonych w zbiorze." jest zbyt ogólna. Gdyby zinterpretować zapis literalnie, to powoduje on kompletną nieprzydatność zbioru i ogranicza swobody obywatelskie użytkownika. Gdybym się do niego zastosował, to nie mógłbym np. przedstawić uczniom rozwiązania w czasie lekcji, gdyż to już byłaby publikacja rozwiązania. Gdyby teraz uczeń pozwolił odpisać podane przeze mnie rozwiązanie nieobecnemu koledze, to także rozpowszechniłby rozwiązanie. Co więcej, jeśli zbiór posiadam tylko ja i np. część zadań omawiam podając rozwiązanie, a część dyktuję do rozwiązania w domu, to zapis z podręcznika w zasadzie nie obowiązuje moich uczniów. W tym momencie dochodzę do następującej kwestii - kogo tak właściwie obejmuje ten zapis i na jakich warunkach? Rozważmy teoretyczną sytuację: moi uczniowie prowadzą Wiki (lub Moodle), w którym wspólnie notują wszystko, co zostało powiedziane na lekcji - łącznie z przykładowymi rozwiązaniami zadań, które mogłem podać na lekcji. W tym momencie moi uczniowie, bez mojej wiedzy, opublikują rozwiązania zadania, które znajdowało się w Państwa zbiorze. Kto w takim układzie jest odpowiedzialny i na jakiej podstawie? Czy odpowiedzialni są moi uczniowie, bo opublikowali podane przeze mnie rozwiązanie - jednak bez świadomości, że pochodzi ono z Państwa zbioru i tym bardziej bez świadomości istnienia w/w zapisu? A może to ja jestem odpowiedzialny, ponieważ podałem uczniom rozwiązanie zadania (czyli kwestia poruszona wyżej)? Kolejną kwestią jest fakt, że taki zapis uderza w podstawowe prawa obywatelskie, szczególnie w prawo do nauki, wymiany myśli, dyskusji. W rezultacie otrzymujemy zbiór zadań, które uczeń może wykonać jedynie samodzielnie, ale nie może się podzielić rozwiązaniem z kolegami np. za pomocą forum internetowego, bo mogłyby mu grozić konsekwencje (tak swoją drogą - jakie i na jakiej podstawie? ustawy o prawie autorskim? dlaczego? a może złamania umowy licencyjnej? jeśli tak, to gdzie jest treść licencji?)

Proszę o wyjaśnienie tej istotnej dla mnie kwestii. Pozdrawiam,
[cenzura ;) ]
nauczyciel fizyki w liceum, libertarianin

Na tym jednak nie koniec. Moje poczucie absurdu wykroczyło poza skalę, gdy wracałem z pracy i słuchałem radia. 800zł dla nierobów - bezterminowo, na zawsze. Dawno się tak nie zirytowałem. To ja zapierdzielam cały tydzień w uciążliwych warunkach i dostaję marne 750zł na rękę, a tu nieroby mają dostawać 800zł ZA NIC! To ja chromolę taki interes. Jak tylko to wejdzie (na szczęście są nikłe szanse, bo nikt takiego debilizmu nie przepuści), to idę na bezrobocie. Będę leżał brzuchem do góry, a pieniążki z podatków tych wszystkich frajerów będą wartkim potokiem płynąć do mojej kieszeni. Zawsze, a nie przez jakieś zakichane pół roku jak teraz. Słuchałem tej audycji dalej. Krew mnie zalewała jak słyszałem co poniektórych wyrażających zdziwienie dlaczego tak wszyscy pomstują na Andrew za tak genialny pomysł - "przecież to się przyczyni do podniesienia płac, bo pieniądze w końcu wrócą" albo "takie oburzanie się to typowy przejaw polskiej mentalności, bo dlaczego inni mają dostać, skoro ja nie dostanę". Od razu widać, że humanoidy wypowiadające takie opinie nie mają choćby mglistego pojęcia jak działa gospodarka i obieg pieniądza. Dobra, nie chcę więcej pisać, bo jeszcze się przekradną jakieś wulgaryzmy, a to nie przystoi nauczycielowi.

A właśnie. Dzisiaj dotarł do mnie list o Jego Wspaniałomyślności Ministra Edukacji i Bogobojności Narodowo-Socjalnej Romana Wielgachnego Giertycha. 40000zł z budżetu (za które kilkoro biednych dzieci mogło mieć darmową zupę w południe) poszło na rozesłanie tych listo-ulotek do szkół. Jeśli jakaś dotrwa do jutra, to może nawet zamieszczę skan. Co wewnątrz? Życzenia zdrowia, szczęścia, bogobojności i gorące zapewnienia, że serce Romeczka bije tylko dla mnie i moich koleżanek i kolegów.

Niech sobie wsadzi.

EDIT 0:37, 19.10.2006
Zwrócono mi uwagę, że w sposób krzywdzacy uogólniam wszystkich bezrobotnych jako nierobów. Przepraszam, nie było to moją intencją. Sam byłem bezrobotnym (nie zarejestrowałem się jednak) i wiem, że ciężko czasem znaleźć pracę zgodną z kwalifikacjami. W powyższej notce piszę jednak przede wszystkim o nierobach, czyli tych bezrobotnych, którzy nie pracują, bo im się zwyczajnie nie chce, bo przeróżne kruczki sprawiły, że bezrobocie jest dla nich dochodowym interesem. Nie orientuję się czy wszędzie są takie same zasady, ale gdzieśtam przysługuje 300zł plus tyle samo na każde dziecko. No to trójka dzieciarów i mamusia to daje w sumie 4x300zł=1200zł na rączkę. Niech mi ktoś powie, bo nie wiem niestety, gdzie by owa mamusia tyle zarobiła? Na kasie w Biedronce? A kto by się dziećmi zajął? Musiałyby pójść do przedszkola, co kosztuje. A dzieci bezrobotnych dostają dofinansowane posiłki w szkole, kolonie, szmery bajery. Po co pracować, no po co?

EDIT2: Przy okazji wyłapałem własną niekonsekwencję ;) Najpierw napisałem, że za te 40tys. wydane na propagandę Giertycha kilka biednych dzieci miałoby zapewniony posiłek, a potem, że dzieci bezrobotnych dostają posiłek i że to niby coś złego. Otóż ja rozróżniam między dziećmi bezrobotnych a dziećmi z biednych rodzin (albo z domów dziecka). To jest jak dla mnie różnica. Bo bezrobotny może być nierobem i jego dziecko dostaje michę, bo mu się należy, a inni mogą być biedni, bo np. przez długi ojca pijaka/hazardzisty komornik wszedł czy cośtam i mają 5zł dziennie na życie. To jest różnica.

KOMENTARZE:

Gosia | 18 października 2006, 23:24:28

Ciekawa kwestia z tym zbiorem zadań. Czekam na rozwój dyskusji z wydawcą ;)

Minder | 18 października 2006, 23:39:02

Najnormalniej w świecie mam ochotę rozwiązać wszystkie zadania, zrobić PDF (z LaTeXa - niech wygląda jak trzeba), zamieścić w necie i podesłać wydawnictwu linka z komentarzem "i co mi zrobicie?"

Tak bardziej na serio - chciałem na moim Moodle stworzyć dział dla moich uczniów, gdzie zamieszczałbym rozwiązania jakichś przedawnionych zadań domowych i różne inne pomocne rzeczy (np. karty wzorów). Wspomniany zapis teoretycznie wyeliminował możliwość prezentacji rozwiązań zadań pochodzących z owego zbioru.

Coś czuję, że summa summarum wyjdzie na to, że ZamKor strzelił sobie tym zbiorem w stopę ;p

manowce | 19 października 2006, 00:33:19

nie każdy, kto nie pracuje, jest od razu nierobem, który leży do góry brzuszkiem i leje równo po wszystkim. uogólnienia uogólniają, tak? |:

Minder | 19 października 2006, 00:34:58

Ależ oczywiście rozumiem, że są tragedie ludzkie, które powodują, że przez jakiś czas nie można znaleźć pracy. To jest sytuacja całkowicie usprawiedliwiona. Jednak niestety jest ogromna rzesza ludzi, którzy z bezrobocia zrobili sobie dochodowy interes.

Splash | 19 października 2006, 07:07:33

Nie no, aż tak dobrze dla bezrobotnych w polsce nie ma. Niemcy - to rozumiem.

daras | 19 października 2006, 09:03:07

Popieram! (jak zwykle)

Minder | 20 października 2006, 20:51:32

Otrzymałem odpowiedź od pani Barbary Sagnowskiej, pracującej w wydawnictwie ZamKor:

Szanowny Panie,

Jak słusznie się Pan domyślił, zastrzeżenie dotyczy powstawania drukowanych zbiorów z rozwiązaniami. My także mieliśmy taki przypadek. Twórcy nie tylko nie porozumieli się z nami, ale część zadań rozwiązali zupełnie źle.
Jeśli chodzi o rozpowszechnianie rozwiązań przez Internet, to zwrócimy się do działu prawnego Polskiej Izby Książki o oficjalną opinię prawną w tej kwestii. Bardzo jesteśmy ciekawi, jaką otrzymamy odpowiedź.
W tej chwili mogę wyrazić tylko własną opinię. Oto ona:
W naszym serwisie dla nauczycieli (trzeba mieć identyfikator i hasło dostępu) znajduje się sporo bardzo starannych rozwiązań. Zamieściliśmy je po to, by nauczyciel, który nie ma czasu na wyjaśnianie uczniowi rozwiązania, mógł mu wydrukować to rozwiązanie do samodzielnego przestudiowania. Ale uważamy, że byłoby nadużyciem, gdyby nauczyciel wydrukował wszystkie rozwiązania i rozpowszechniał je wśród uczniów.
Jeśli uczniowie chcą notować wszystkie rozwiązania z kolejnych lekcji w jednym miejscu ( to sytuacja teoretyczna z Pana listu), powinni założyć sobie stronę internetową (ze znanym tylko sobie hasłem). Umieszczanie rozwiązań w Internecie tak, by były powszechnie dostępne jest chyba pogwałceniem prawa autorskiego ze strony uczniów i może należy im to uświadamiać. Nauczyciel nie może ponosić za to odpowiedzialności.
Poza tym chyba nam nie zależy na tym, by rozwiązanie każdego zadania uczeń mógł znaleźć w Internecie. Z powodu małej liczby godzin fizyki, najczęściej wiedzę sprawdzamy pisemnie i byłoby nam jeszcze trudniej niż obecnie ocenić, czy nasz uczeń pracuje samodzielnie czy też odpisuje z jakiegoś "gotowca".
Z wyrazami szacunku
Barbara Sagnowska

Odpisałem listem następującej treści:

Szanowna Pani,

uprzejmie dziękuję za odpowiedź, jest ona dla mnie satysfakcjonująca, choć nie do końca rozumiem czyje prawa autorskie są naruszane w chwili internetowej (czy też jakiejkolwiek innej) publikacji rozwiązania zadania. W moim odczuciu jeśli ja rozwiązuję zadanie, to ja jestem autorem jego rozwiązania (zakładam, że treść zadania nie jest podawana przy rozwiązaniu). Jednak w tej chwili jest to dla mnie sprawa marginalna. Zależało mi przede wszystkim na możliwości stworzenia zamkniętego serwisu dla moich uczniów, w którym chcę udostępniać materiały z lekcji, jak również rozwiązania zadań z kartkówek i zweryfikowanych zadań domowych. Dostep do takiej strony byłby zabezpieczony indywidualnym dla każdego ucznia loginem i hasłem. Jak rozumiem, nie mają Państwo nic przeciwko takiej formy dokształcania uczniów, co mnie osobiście bardzo cieszy. Jeszcze raz dziękuję za odpowiedź.

Pozdrawiam serdecznie,
[ochrona danych osobowych ;p]

Ćma | 26 lutego 2007, 17:39:34

heh..ja za to przyczepię się do edit2, a mianowicie jeżeli jakis ktoś jest nierobem z własnego wyboru, na zasadzie "bo mu tak wygodnie" to jest to jego decyzja, a nie jego dzieciarni. Dlaczego mają one cierpieć (w tym przypadku niedożywienie)z pododu nieodpowiedzialności rodzica?
Resztę popieram w całej rozciągłości ;) Pozdrawiam

DODAJ KOMENTARZ: