Przychodzi taki dzień, że można już tylko marudzić...
Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale średnio rzecz ujmując* relacje damsko-męskie w dzisiejszym świecie są - że użyję eufemizmu - chore. Kobiety szukają księcia z bajki - co prawda ideałów nie ma, ale znajdzie się pewnie kilku takich, którym niewiele brakuje. W każdym razie gdy już kobieta takiego księcia znajdzie, to przy pierwszej okazji zostawi go dla jakiegoś szmaciarza, który mógłby tamtemu najwyżej kibel szorować. Przykłady można mnożyć. Choćby mój serdeczny przyjaciel, który dla swojej dziewczyny był w stanie góry przenosić, był przez trzy miesiące zdradzany i w końcu porzucony dla jakiegoś żelmena, który obecnie ową lasiencją dosłownie pomiata.
Żeby nie było, że kobiety są jakieś okropne, to podam przykład odwrotny. Poznałem kiedyś niejaką Annę. Fantastyczna dziewczyna. Niestety nie byłem w stosunku do niej zbyt dobry. Jej znajomi nadali mi wręcz ksywę "tatuś", bo byłem surowy a jednocześnie nadopiekuńczy. Ania kochała mnie szczerze, ale wszystko ma swoje granice. W końcu zaczęła się buntować i robić wszystko na przekór. Skończyło się na tym, że zaczęła palić, ścięła włosy na 13mm i spotykała się z jakimiś podejrzanymi typami; w końcu mnie rzuciła. I co z tego, że teraz jestem kimś zupełnie innym? Wtedy byłem koszmarny. Próbowałem do niej zadzwonić na ostatnie Boże Narodzenie - rzuciła słuchawką. Nie mam do niej żalu, rozumiem ją. Mam tylko żal do siebie, że nie dorosłem zanim wszystko się schrzaniło.
Cóż, trzeba chyba żyć dalej. Ponoć tego kwiatu jest pół światu. Niestety niektóre kwiaty są zagrożone wyginięciem, a mnie nie interesują - przepraszam za wyrażenie - stokrotki.
---
*) Wiem, WIEM, że są wyjątki, ale można je policzyć na palcach jednej ręki drwala po wypadku.


Teraz trzeba tylko Annie dyskretnie podrzucić adres do joggera, i już...., tylko czekać na przebaczenie :-)