Precz z religią w szkole!
Szczerze irytuje mnie fakt, że religia obecna jest w szkole - jakby nie było instytucji państwowej (pomijam prywatne i społeczne). W konstytucji jest zapis o tolerancji, poszanowaniu, blablabla. Problem polega na tym, że są to już obecnie dwie godziny wyjęte z życiorysu ucznia, a przeznaczone na pustą indoktrynację. Godziny, które możnaby przeznaczyć na o wiele bardziej przydatne przedmioty. Już nie mówię tu, że mogłoby być więcej fizyki. Ale niechby zamiast dwóch godzin religii była jedna godzina etyki i jedna godzina filozofii. Korzyści byłyby nieporównywalnie większe.
Przede wszystkim większość religii ma wspólny kręgosłup moralny. Religie de facto różnią się dogmatami, ale wszystkie mówią, żeby nie czynić źle drugiemu człowiekowi. Nawet demonizowany ostatnio islam. Jaki więc problem wyrabiać w uczniach ów uniwersalny kręgosłup moralny, ale nie przez odwoływanie się do dogmatów wiary, ale do empatii? Nie mówić, że coś jest złe, dobre, że bozia się pogniewa, że diabełki dosypią więcej siarki do kotła. Zamiast tego pokazać, jak to co robimy, wpływa na innych ludzi. Jak sami się czujemy, gdy spotyka nas takie a nie inne postępowanie ze strony otoczenia. W ten sposób młodzież sama dojdzie do tego co jest dobre, a co złe i dzięki temu o wiele mocniej utrwali w sobie poczucie empatii. Wreszcie możnaby kształtować w młodych ludziach postawę asertywną, co byłoby nie do przecenienia w ich późniejszym życiu i z pewnością pomogłoby zredukować przeróżne patologie. Ale nie, lepiej wmawiać dzieciom jeden światopogląd, często metodami siłowymi typu wykład-sprawdzian-ocena. Niejednokrotnie młodzieży podawane są wręcz mylne, zmanipulowane informacje. Na szczęście dzieci nie są takie głupie i często się opierają.
Filozofia nauczyłaby młodych ludzi przede wszystkim rozmawiać ze sobą. Nauczyłaby też logicznego myślenia, rzeczowej dyskusji z użyciem logicznych argumentów, sceptycyzmu.
Zastąpienie religii filozofią i etyką oraz wypracowanie ścieżek przedmiotowych wspólnie z historią, językami i WOSem pozwoliłoby kształtować ludzi świadomych, o otwartym umyśle, bez narzucania jednego światopoglądu. To właśnie uważam za najważniejszy cel istniena szkoły - nie tylko przygotowywać do podjęcia studiów, ale przede wszystkim kształtować przyszłych obywateli.
Obawiam się jednak, że to nie jest po myśli władz. Takimi ludźmi bardzo trudno się manipuluje, bo po prostu są za dobrze wykształceni. Nie widzę jednak innej drogi do poprawienia więzi społecznych i w efekcie do poprawienia stanu naszego państwa.
Acha, żeby było jasne: popieram pomysł wprowadzenia religii na maturze. Wróć. Nie religii - religioznawstwa. Skoro jest wiedza o tańcu, to niech będzie też religioznawstwo, ale bez skrzywienia na Jedynie Słuszne Wyznanie. Taka matura nie będzie łatwa, jeśli pytania będą dotyczyć taoizmu, buddyzmu, judaizmu, islamu i chrześcijaństwa. Chętnie widziałbym na niej zadania w rodzaju "Wykaż podobieństwa i różnice między chrześcijaństwem a buddyzmem" lub analizę fragmentów Bhagawadgity. Taka matura mogłaby otwierać drzwi na takie kierunki jak właśnie religioznawstwo, teologia, filozofia, etc. Naprawdę nie mam nic przeciwko tego typu maturze.


Nie przesadzasz trochę?
Nikt cię do religii nie zmusza, możesz zamiast tego chodzić na etykę. Jeśli lekcje religgi u ciebie tak wyglądały, to współczuję. W liceum na religii nikt nikogo nie usiłuje indoktrynować, jest jedynie coś w rodzaju dyskusji, często na aktualne tematy - co jest np. obrazą uczuć religijnych. Nikt nie narzekał na narzucanie zdania.
Ale fakt, 2 godziny to za dużo. U mnie religia służyła zwykle jako godzina na powtórzenie materiału przed sprawdzianami różnej maści... jednak same lekcje były ciekawe.
Fizyki BARDZO słabo u mnie uczyli, więc więcej mogłoby jej być... i czegoś lepszego niż puszczanie taśm VHS sprzed 20 lat z dr Hercmanem i napisem MATERIAŁY EDUKACYJNE DLA MŁODZIEŻY WIEJSKIEJ (a do liceum w centrum Gdańska uczęszczam).