W Poznaniu zwalniają nauczycieli

Przeczytałem właśnie na wp.pl, że w Poznaniu kilkaset nauczycieli straci pracę od września niby z powodu niżu demograficznego. Poniżej mój komentarz do tego artykułu:

Co z tego, że niż demograficzny? To tylko zasłona dymna. Przecież można zmniejszyć liczebność klas. W szkole, w której uczę klasy mają po 35 osób. To nie jest żaden komfort nauczania. Nawet podział na grupy nie pomaga. Wystarczyłoby zmniejszyć liczebność klas - do 22 osób. Korzyści podwójne: nauczyciele zachowają pracę, a poziom nauczania znacznie się podniesie, bo o wiele łatwiej uczy się w małolicznych klasach. Natomiast co do odchodzenia starych nauczycieli na emeryturę - szkoda, że tak późno. Owszem, odejdzie sporo pasjonatów, ale też sporo zatwardzialców. Nie odmawiajcie młodym nauczycielom pasji do pracy! Właśnie teraz nauczycielem zostaje niemal wyłącznie pasjonat, bo za takie pieniądze nikt normalny nie pójdzie uczyć ;) Poza tym świeża krew ma szansę nareszcie doprowadzić reformę oświaty do końca. Starzy nauczyciele nie potrafili przestawić się na nowe metody nauczania, które są wymagane po reformie i dalej tłukli dzieciakom wiedzę encyklopedyczną zamiast pracować np. metodą projektu. Dopiero teraz jest szansa na zmianę.

KOMENTARZE:

byte | 14 kwietnia 2006, 11:16:20

Im więcej klas, tym więcej godzin dla nauczycieli. Im więcej godzin, tym albo więcej nauczycieli, albo wyższe płace.

Kasy niet, więc będą ściskać. Idą na rekord - 40 osób w klasie.

iss | 14 kwietnia 2006, 11:19:34

Co ciekawe dopiero ten niż chyba jest przyczyną istnienia tak dużych klas. Jak chodziłem do podstawówki (lata '90), to klasy miały max 25 osób, a średnio 20.

Kasia | 14 kwietnia 2006, 11:43:22

Tak, tylko tych klas było 9, a nie jedna, czy dwie.

manowce | 14 kwietnia 2006, 21:32:16

wywalanie nauczycieli to nie rozwiązanie, ale nie jest nim także tworzenie 10 klas po 15 osób.

niemniej niektórzy powinni zaprzestać nauczania (Ci 'zatwardzialcy', o których pisze Minder), bo krzywde tylko wyrządzają dzieciakom - w mojej dawnej podstawówce nadal uczy historii kobieta, która ucząc mnie miała już dobrą 60, a uczyła również moja mamę (ja mam dziś 20 lat...) - a kobieta nie miała równo pod sufitem (śpiewanie na lekcjach i wąchanie skarpetek, tudzież stawianie jedynek za nieodrobienie NIE ZADANEJ pracy to tylko nieliczne z jej 'wystepów'...).

ale gdzie jest złoty środek?

Czarna | 23 kwietnia 2006, 20:07:46

Nuuuada... gdzie nowa notka? :>

DODAJ KOMENTARZ: