Jak uzdrowić polszczyznę?
Nie uznaję dysleksji, dysgrafii i innych tego typu przypadłości. Uważam, że są one efektem rozpieszczenia i lenistwa. Np. we Wrocławiu jest przychodnia, która rozdaje zaświadczenia o dys* od ręki - wystarczy przyjść i pomarudzić. A papier to luz totalny: Można bazgrać jak kura pazurem, można robić kupę błędów, można dosłownie wszystko. Osoby z papierkiem luzują się totalnie i nie robią nic, żeby z chorobą walczyć.
Mój pomysł na walkę z tym stanem jest następujący:
- Zweryfikować przychodnie i zlikwidować wszystkie wydające lewe zaświadczenia.
- Przychodnie powinny otworzyć zajęcia rehabilitacyjne. Delikwent dostaje papier, ale jest zobligowany do uczęszczania na zajęcia, na których ćwiczy zasady poprawnej pisowni i kaligrafię.
- Idąc tropem z poprzedniego punktu szkoły powinny wymagać zaświadczeń, że dany delikwent na dany kurs chodzi. Jeśli zaświadczenie nie zostanie doniesione, to zdejmowany jest parasol ochronny - widocznie osoba już jest zdrowa.
Takie rozwiązanie ma same plusy - osoby, które faktycznie mają
problemy, dostają okres ochronny na czas walki z upośledzeniem. Po
odbytym szkoleniu ich sposób pisania nie powinien wiele odbiegać od
standardu - społeczeństwo dostało prezent w postaci kolejnej osoby
dbającej o ojczystą mowę.
Dziękuję za uwagę.


uposledzeniem? hm.. proponuje na poczatek faktycznie zapoznac z tym, co nazywamy dysleksja. Potem pisac, gadac, marudzic, tworzyc ambitne plany 'uzdrawiajace polszczyzne'..
Na dobry poczatek siegnij po ksiazke 'dar dysleksji'. Dowiesz sie z niej kilku ciekawych faktow..
pozdrawiam